camino
wtorek, 13 stycznia 2015
Suplementacja i aktywizacja nie tylko sprzedażowa
Hany wchodzi w roboczy rytm po tygodniowym urlopie.
I nie jak to psycholodzy zalecają- stopniowo, małymi krokami,...
Wczoraj miał taki zapier..., że nawet sms-owo mało Go było.
U mnie w obozie posucha.
Poza klientami obowiązkowymi (niechcianymi) zero klientów wyczekiwanych, utęsknionych, produktowych :(
W dodatku szfowa wymyśliła, żeby dziś i jutro zapewnić ciągłość obsługi do godziny osiemnastej.
Nieprzyzwyczajony do takiej pory pracowania kwitnę więc za biurkiem od dziesiątej.
Nie narzekam, bo strategicznie rzecz ujmując, nie płakałbym jeśli pewnego poniedziałku zaproponowałaby mi start pracy właśnie od dziesiątej :)
Zwłaszcza jeśli byłby to poniedziałek rozpoczęty całonocnym powrotem od Męża (wtedy akurat punkt 10:00 przyjeżdżam na miejsce) :)
Zatem siedzę, nudzę się i czynię zapiski jakichkolwiek petentów.Póki co jest ich...
Zaraz, zaraz, niech policzę...
Całe okrągłe... ZERO!! :):):)
Ja wiedziałem, że tak będzie :P
Dziś historyczny dzień z dotychczasowym dostawcą internetu.
Od jutra moje 6/0,5 zmieni się na 50/3 :P
Mam nadzieję, że będzie to "przesiadka" z drezyny na TGV i zaoszczędzę jeszcze na tym dychę miesięcznie!
Od dziś wkraczam też w aktywniejszy tryb spędzania czasu.
Z kuchenno- kanapowo- telewizyjnego ( do jakiego przyzwyczaił mnie okres świąteczny i poświąteczny) spędzania czasu, przechodzę w tryb galopowy :)
Już wczoraj dzwoniłem do swojej sparingpartnerki, by ustalić harmonogram zajęć.
Jednak dopiero od czwartku będzie mogła mi towarzyszyć, zatem póki rozpoczną się nasze dziarskie chody (i w czasie kiedy koleżanka nie będzie mogła w nich uczestniczyć), będę biegał około pół godziny dziennie, wszak ćwiczenia cardio są mi potrzebne.
Muszę wrócić do formy.
Od dziś zaczynam suplementację (brzydkie słowo :P).
Zakupiłem polecaną mi wczoraj przez Hanego multiwitaminę Confarm.
Blister starczy na miesiąc. Koszt niewielki, a jednak dzienne zapotrzebowanie na witaminy i minerały jest zapewnione w 100%.
Szczególnie B12 i żeń-szeń potrzebny mi na anti-age :P:P:P
Forever young??? :P
Daj Boże!
iloveyou Bejbe :*:*:*
niedziela, 11 stycznia 2015
Minął tydzień
zarówno Nowego Roku jak i wspaniały, radosny i nasz wspólny z Mężem
Pamiętam jeszcze jak tydzień temu szedłem na dworzec po Niego, a już dziś zasmucony odprowadzałem Go na przystanek w powrotną podróż :(
Miło, że widzieliśmy się dłużej niż weekend, ale i tak tydzień ten minął jak jeden dzień.
Było jak zawsze miło, radośnie, kulinarnie, telewizyjnie, seksualnie i rewolucyjnie :)
Hany przeprowadził mi rewolucję komputerową oraz lekko zmienił wygląd moich półek w pokoju :)
Laptop śmiga znacznie szybciej, a wszelkie obfite w rozmiary pliki poprzerzucane zostały na dysk zewnętrzny, który dostałem w prezencie :):):)
Jestem zadowolony i bardzo Ci wdzięczny :*
Dziękuję!
Dziękuję za każdy dzień z osobna i za wszystkie razem.
Pełen optymizmu (po tym jak sobotnie, telewizyjne kibicowanie przyniosło Polsce historyczny sukces w Pucharze Hopmana), czekam już na nasze kibicowanie (na żywo) za niecały miesiąc w Kraków Arenie.
Musimy się przygotować jak najlepiej na nasz osobisty, historyczny weekend z tenisem w takiej odsłonie :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
i niech C+M+B=2015 zawita w Twoim domostwie :)
Pamiętam jeszcze jak tydzień temu szedłem na dworzec po Niego, a już dziś zasmucony odprowadzałem Go na przystanek w powrotną podróż :(
Miło, że widzieliśmy się dłużej niż weekend, ale i tak tydzień ten minął jak jeden dzień.
Było jak zawsze miło, radośnie, kulinarnie, telewizyjnie, seksualnie i rewolucyjnie :)
Hany przeprowadził mi rewolucję komputerową oraz lekko zmienił wygląd moich półek w pokoju :)
Laptop śmiga znacznie szybciej, a wszelkie obfite w rozmiary pliki poprzerzucane zostały na dysk zewnętrzny, który dostałem w prezencie :):):)
Jestem zadowolony i bardzo Ci wdzięczny :*
Dziękuję!
Dziękuję za każdy dzień z osobna i za wszystkie razem.
Pełen optymizmu (po tym jak sobotnie, telewizyjne kibicowanie przyniosło Polsce historyczny sukces w Pucharze Hopmana), czekam już na nasze kibicowanie (na żywo) za niecały miesiąc w Kraków Arenie.
Musimy się przygotować jak najlepiej na nasz osobisty, historyczny weekend z tenisem w takiej odsłonie :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
i niech C+M+B=2015 zawita w Twoim domostwie :)
piątek, 2 stycznia 2015
Witaj Nowy
Nowy Rok
Nowy rozdział.
Nowe wyzwania...
...i odwieczne pytanie w eter, kiedy pojawiam się w Nowym Roku w obozie: "jak przeżyć tu kolejny rok" :P
Świąteczno- noworoczne biesiadowanie rozleniwia.
Człowiek zatraca się w tygodniowym porządku następujących po sobie dni.
Ale i tak jest to przyjemne, bo nie trzeba pracować :)
Zmęczony wstałem dziś do pracy i doszedłem do niej znowu na styk z czasem.
Na szczęście ruch w niej żaden, bo i ludzie rozleniwieni, skacowani, zmęczeni, odwiedzani przez gości, nie mający ochoty opuszczać swych gniazd.
Rok kończyłem prezentowo i zacząłem z prezentami :)
Dziś przyszły buty pt. "etno primavera" :P Ładnie je nazwałem, prawda? :P
Leżą jak ulał.
Dostałem też coś jeszcze, ale póki co o tym cisza-sza :)
Pogoda mnie usypiała i nawet potrójna zielona nie pomogła.
Częstotliwość jej picia plus zimno wlatujące niedomykanymi przez petentów drzwiami, sprawiały, że nonstopicznie odwiedzałem wc :P
Od 8 do 10 jest jeszcze dobrze, potem moje dłonie jakby zatracały krążenie i siedząc dmucham w nie i "tostuję" ściskając między udami :) (mój sposób na... :P).
Ciągle myślę, że dziś poniedziałek, a to cudowny weekend się zaczął, tym bardziej cudowny, że w niedzielę będzie już Hany!!! :):):)
Hoorej hoorej :):):)
... i nawet nie przeszkadza mi, że pogoda jest nie-okej :)
Pomyślności w 2015 roku i realizacji skrywanych marzeń/pragnień wszystkim :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
Nowy rozdział.
Nowe wyzwania...
...i odwieczne pytanie w eter, kiedy pojawiam się w Nowym Roku w obozie: "jak przeżyć tu kolejny rok" :P
Świąteczno- noworoczne biesiadowanie rozleniwia.
Człowiek zatraca się w tygodniowym porządku następujących po sobie dni.
Ale i tak jest to przyjemne, bo nie trzeba pracować :)
Zmęczony wstałem dziś do pracy i doszedłem do niej znowu na styk z czasem.
Na szczęście ruch w niej żaden, bo i ludzie rozleniwieni, skacowani, zmęczeni, odwiedzani przez gości, nie mający ochoty opuszczać swych gniazd.
Rok kończyłem prezentowo i zacząłem z prezentami :)
Dziś przyszły buty pt. "etno primavera" :P Ładnie je nazwałem, prawda? :P
Leżą jak ulał.
Dostałem też coś jeszcze, ale póki co o tym cisza-sza :)
Pogoda mnie usypiała i nawet potrójna zielona nie pomogła.
Częstotliwość jej picia plus zimno wlatujące niedomykanymi przez petentów drzwiami, sprawiały, że nonstopicznie odwiedzałem wc :P
Od 8 do 10 jest jeszcze dobrze, potem moje dłonie jakby zatracały krążenie i siedząc dmucham w nie i "tostuję" ściskając między udami :) (mój sposób na... :P).
Ciągle myślę, że dziś poniedziałek, a to cudowny weekend się zaczął, tym bardziej cudowny, że w niedzielę będzie już Hany!!! :):):)
Hoorej hoorej :):):)
... i nawet nie przeszkadza mi, że pogoda jest nie-okej :)
Pomyślności w 2015 roku i realizacji skrywanych marzeń/pragnień wszystkim :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
środa, 31 grudnia 2014
Adios... z wyjątkowymi życzeniami :)
Ostatni dzień w roku...
Nie tak dawno pisałem ostatniego posta w 2013 roku smucąc się, że nie spędzam Sylwestra z Hanym i żyjąc rokiem 2014 pod znakiem Camino de Santiago.
W tym roku także piszę ostatniego posta i smucę się, że nie ma ze mną Męża.
Camino zaś od tej pory nabierze innego charakteru, wszak drogi są wszędzie i każda ma na swój sposób wyjątkowy cel :)
Tą główną czyli "autostradą" w 2015 r. jest marzenie o Gruzji.
Jak to marzenie się zakończy, czas pokaże.
Zrobimy jednak wszystko, by je zrealizować.
Plany urlopowe na nowy rok oboje zdaliśmy naszym przełożonym wczoraj.
W naszym harmonogramie wizyty są rozłożone tak, byśmy jak najczęściej się widzieli i 2015 rok zakończyli już wspólnie.
Dzisiejszy dzień kończę pod znakiem prezentów, bowiem otrzymałem dwa ciuszki :) i nowy kalendarz z tej samej serii co poprzedni (motyw drogi do Św. Jakuba).
Wcale nie skupiam się na dzisiejszym dniu tylko na tym co będzie od niedzieli, bowiem wtedy będzie już Mąż i tak naprawdę zacznie się dla mnie prawdziwe świętowanie- wypinanie :)
Pod wieczór Hany złożył mi jedyne w swoim rodzaju życzenia :)
Ich niezwykłość polega na tym, że jeszcze w życiu takich nie otrzymałem i jeszcze nigdy nikt nie życzył mi tego, co często (niestety) się zdarza (tak oczywistego :P)
Przytoczę treść:
" Długo myślałem nad tym co w życiu jest ważne i czego mógłbym Ci życzyć w Nowym Roku i w końcu do tego doszedłem...
Życzę z całego serca, żeby nikt Cię nie wkurwiał :):):):) ..."
Jakże chętnie to życzenie przyjąłem i życzę sobie oraz Wam wszystkim jego spełnienia w Nowym Roku 2015 roku :):):)
Ps. Jako autor bloga czuję się niespełniony.
W zeszłorocznym ostatnim poście życzyłem sobie by 2014 rok zakończyć przynajmniej z jednym postem więcej niż w roku poprzednim.
Nie udało się. Zabrakło czterech postów (obecny blog + sub-blog założono w czerwcu z Mężem".
Więc oby za rok... :):):)
iloveyou Bejbe soł macz :*:*:*
Dziękuję Skarbie za wszystkie dni 2014 roku
sobota, 27 grudnia 2014
Przedwcześnie
Niestety.
Przed nami jeszcze świąteczny weekend, choć już nie tak świąteczny jak się zapowiadał.
Właśnie o tej porze miałem witać Męża i cieszyć się Jego obecnością, ale czasami tak bywa, że los płata figle i tym razem niestety mu się udało.
Czekam więc równy tydzień, bo w niedzielę Hany już będzie, wszak Nowy Rok- nowy plan urlopowy :)
Drugi rok z rzędu spędzimy ze sobą świąteczny okres Trzech Króli.
Święta minęły mi spokojnie i kameralnie.
Wizyta Siostry, planowana w Drugi Dzień Świąt, nie doszła do skutku, ponieważ z całą rodziną dostała zaproszenie od przyszłych swatów na odwiedziny.
Tak, tak, "swatów".
Mój Siostrzeniec w Wigilię zaręczył się, więc kto wie, czy w przyszłym roku nie czeka mnie wesele.
Póki co wolę o tym nie myśleć, bo jakoś kojarzy mi się to z wydatkami, a ja wszelkie oszczędności (mam je w ogóle? :P) wolę przeznaczyć na podróże (małe i duże :P).
Dziś sobota inna od wszystkich, bo nie muszę pół dnia spędzać na sprzątaniu :)
Jakby nie patrzeć takie świąteczne jej wydanie.
Pogoda też przyjemna- trzyma mróz i świeci słońce.
Nic tylko spacerować.
Przyjemnego po-świątecznego weekendowania.
iloveyou Bejbe :*:*:*
czwartek, 25 grudnia 2014
Życzenia- wspomnienia
...Nic monarchów nie odstrasza,
Do Betlejem śpieszą,
Gwiazda Zbawcę im ogłasza,
Nadzieją się cieszą.
Czemu zaczynam posta od słów kolędy popularnej w okresie szóstego stycznia?
Bo od pół roku jej melodia jest bliska memu sercu :) (dokładnie pół roku temu rozpoczynaliśmy naszą Drogę. Może nie do Betlejem, ale także do miejsca świętego... do Pola Gwiazd).
Bliska jest też Mężowi :)
Jest bliska nam obu i ciepło się kojarzy, a przecież o to chodzi w te Święta...
By być otoczony Bliskimi. Ich ciepłem i myślami o nich, gdy są gdzieś w bliższej czy dalszej... oddali.
To bliskość, myśli i wspomnienia tworzą niesamowitą aurę Tego Czasu.
Tej bliskości, ciepła, wyjątkowości, a przede wszystkim Miłości życzę wszystkim, którzy kiedykolwiek zechcieli otworzyć tą stronę :)
Nic Łukaszów nie odstrasza,
Do Santiago śpieszą,
Strzałka Camino wyznacza,
Nadzieją się cieszą.
:):):) i znowu się uśmiecham kiedy to piszę, bo w uszach słyszę jak nasze ranne śpiewy budzą hiszpańskie puebla do życia :):):)
iloveyou Moja Dziecino :*:*:*
wtorek, 23 grudnia 2014
Via Montana
Jakże bliskie to memu sercu wydarzenie, bo od razu przywodzące na myśl namiastkę tegorocznego Camino de Santiago :)
Owa droga licząca 9 km w dużej części przebiega po najwyżej położonej trasie w moim województwie.
Jak donosi źródło trasa ma charakter turystyczny, wiedzie lasem i polami.
Cieszą mnie takie dofinansowania unijne :)
Od razu po przybyciu do domu zadzwoniłem do Męża, że na wiosnę ruszamy na moje regionalne camino :)
W dwie strony to 18 km, zatem połowa dziennego dystansu jaki średnio pokonywaliśmy w Hiszpanii :)
A propos, wczoraj dostałem zamówione w listopadzie kolorowe trekkingi.
Zakupione zostały z myślą o przyszłorocznym urlopie, ale chyba testy próbne będą przechodziły regionalnymi ścieżkami :)
Wszak noga musi się przyzwyczaić.
Miłego wieczoru for all
iloveyou maj Pilgrim :*:*:*
W oczekiwaniu
Od kilku dni chodzę nieprzytomny z niewyspania.
Nocami snuję się po kuchni jak ćma przy lampie.
Znak to, że przygotowania świąteczne w toku :P
Praktycznie wszystko mam przygotowane i dopinam na przysłowiowy ostatni guzik.
Choinka ubrana, lśni w kolorze światełek i ozdób, karpie czekają na smażenie, uszka już też spreparowane choć w zamrażarce nie słyszą co dzieje się dookoła :)
Wczoraj sernikiem z oreo zwieńczyłem rozdział cukierniczy :P
Zostało mi jeszcze ogarnięcie mieszkania i ubranie stołu.
W tym roku Święta dla mnie będą miały swój ciąg dalszy, bowiem umownego Trzeciego Dnia Świąt przyjeżdża na tydzień Hany.
Cieszy i raduje mnie to wielce, że będziemy ze sobą w tym ważnym i magicznym okresie.
W pracy zastój, Nic się nie dzieje.
No i czuję, że tracę tu czas. Mógłbym go lepiej wykorzystać będąc w domu.
Dobrze, że jutro wolne.
To i tak dla mnie jedyna wolna Wigilia w karierze (nie licząc wypadającej w weekend).
Miłego radosnego czekania na pierwszą gwiazdkę i Gwiazdora :)
iloveyou Gwiazdeczko :*:*:*
wtorek, 16 grudnia 2014
Dzień Prezenta
Dzisiejszy dzień szczodry i łaskawy jest.
Dobry, miły i przyjemny.
Najpierw Hany wystosował mi smsa z prezentem (już) na... Dzień Dobrego Brata, zwany przez wszystkich Walentynkami.
Owym prezentem jest wspólny weekend 7-8 lutego 2015r. w Krakowie.
Pobyt niezwykły i historyczny, bo oto Mąż mój zaprosił mnie na dwudniowy turniej Fed-Cup Polska- Rosja w kobiecych pojedynkach tenisowych.
Pierwszy raz na żywo na turnieju!
Mało tego. Pierwszy raz na żywo zobaczę Agę i Marię Sz. :)
Wszak to gwiazdy najwyższego formatu :)
Jeeeeeee!!!
Hany jest już w posiadaniu biletów i cieszy się jak dziecko, a ja... jak całe przedszkole :)
Zaskoczył mnie niesamowicie! :)
Wtorkowy obozo-dzień też jest dla mnie łaskawy.
Produkty wpadają mi dziś same do koszyka :)
Przynajmniej spokój wewnętrzny, że nie muszę się martwić o wykon.
Przed chwilą Zamkniona dzieliła keszem :)
Jakaś daninka na Święta skapnie do portfela.
Zawsze mówię, że to na karpia :)
Tato też się ładnie spisuje.
Dziś zrobił mi zakupy w mięsnym na świąteczny bigos i posuwa się do przodu w swojej części domowych obowiązków porządkowych :)
Muszę być sternikiem i kapitanem, by w tydzień ogarnąć wszelkie rychtunki.
Grunt to pozytywne myślenie :)
Miłego wieczoru.
iloveyou Bejbe :*:*:*
nananananana maj priti Bejbe
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Jak kiedyś...
Jak kiedyś umrę, to wiem jaki chcę napis na nagrobku...
" Do domu wracam jak strudzony pielgrzym, a Ty z Miłością przyjmij mnie z powrotem".
Amen
" Do domu wracam jak strudzony pielgrzym, a Ty z Miłością przyjmij mnie z powrotem".
Amen
Jakożby być k`niemu
Jest cudownie.
Zawsze ilekroć mam okazję spędzenia weekendu z Hanym jestem najszczęśliwszy we Wszechświecie.
Dowiedziawszy się o zbliżających się imieninach Tatusia, natchniony rozmową z Sarą, postanowiłem już we wtorek, że przedostatni weekend przed Świętami spędzę z Mężem i Bliskimi.
W piątek w pracy siedziałem już jak na szpilkach, a im bliżej było do 16:00 tym podniecenie we mnie wzbierało.
Na dworzec niemalże biegłem. Nie dałem rady punktualnie opuścić obozu. Jednak wszystko zakończyło się dobrze. Zdążyłem i komfortowo bezpiecznie zajechałem na miejsce.
Na najdłuższej przesiadce w oczekiwaniu na busa przespacerowałem się przez Galerie Katowicka.
Musze przyznać, że moje nowe wysokie NB wywoływały spore zainteresowanie wśród młodych Ślązaków obu płci :-)
Para młodych chłopców omal nie zawróciła ruchomych schodów jadących w dół, by podjechać na poziom, na którym się znajdowałem. Zaś młoda dziewczyna idąca w grupie równolatek, zachowała się prawie jak struś wciskając głowę w
Po drugiej z przystanku jak zawsze odebrał mnie Mąż. Nim usnęliśmy wtuleni w objęciach, mizialiśmy się obficie, aż rozpalenie sięgnęło zenitu i erupcja Hanego (we mnie) wywołała jeden wielki stan orgazmiczny nas obu zespolonych w jednym ciele.
Na powitanie soboty jak i u mnie- poranne szopy.
Potem śniadanie, kawa, odwiedziny Sofi, wspólne pieczenie kawowego tortu i przygotowywanie obiadu (makaron na dwa sposoby pod beszamelem, z brokułami oraz szpinakiem i krewetkami). Nadmiar kalorii zbiliśmy późnym popołudniem, kiedy nie było Mamusi.
Oj było głośno :-)
Motywem przewodnim były oczywiście Imieniny Tatusia, ale ten przyjazd humorystycznie będzie mi się kojarzył z piosenka "Peruwiańskie włosy", jaką wymyśliliśmy pod melodię "Augustowskich nocy":-)
Kto jak kto, ale my to słyniemy z wymyślnych słów do piosenek na różne melodie.
Wiele zachwytów wzbudziły dzwoneczki jakimi obdarowałem Rodzinkę.
Cieszę się, że tak się spodobały. Niesamowicie pięknie prezentują się na oknie w Misiowym pokoju.
Niedziela jak zawsze rozpoczęta poranną mszą.
Na kazaniu i ja i Mąż zamiast skupić się nad jego (bez)sensem, myśleliśmy jak spreparujemy duży kawał schabu na rodzinny obiad :-)
Boże wybacz!
Przed 10-tą byli już Tom z Edytą, Kitty i Mateo.
Miło było znów Ich zobaczyć.
Od Kitty dostałem dwie fajne koszule. Ona jako kolejna osoba zaś zachwyciła się dzwonkami z koronki.
Jak to zawsze bywa kiedy przyjadą, że śmiechom nie ma końca. Szkoda tylko, że nie było Sary, która miała roboczy weekend.
W porze obiadowej przyszli kolejni Goście i tak do 16 siedzieliśmy w dużym rodzinnym gronie. Było winnie i słodko, bo poza naszym tortem były placki każdego kto przyszedł. Potem była sałatka, którą robiliśmy z Hanym jeszcze rano.
Kiedy wszyscy Goście się rozeszli, po ogarnięciu stołu wybraliśmy się z Mężem na długi spacer. Było miło znów kroczyć obok siebie. Czułem się jak po wczesnoporannym wyjściu z albergii podczas tegorocznych wakacji. A propos przyszłorocznych...
Chyba z Gruzji nici przez sytuację polityczna.
2015 rok zapowiadają mało spokojny dla tego kraju. W głowach zakiełkowała zatem alternatywa, ale o tym póki co nic nie napiszę do czasu poczynienia poważniejszych kroków organizatorskich (np.bilety).
Po przyjściu ze spaceru zasmuciła nas Mamusia, która po tym jak coś chrupnęło Jej w stopie, z trudnością zaczęła się poruszać:-( oby to tylko niegroźna w skutkach kontuzja.
Dzień zwieńczył wspólny prysznic i zaledwie dwugodzinny odpoczynek, którego snem nazwać nie można. Niestety każdorazowo jest to smutne oczekiwanie na godzinę "W", kiedy to trzeba zabrać swe rzeczy i wyruszyć do domu:-(
Nabalsamowany i odessany, a także odprowadzony przez Męża na przystanek, odjechałem :-(
Ałun`a towarzyszyła mi cały dzień :)
Dziękuję Ci za to (i nie tylko) Skarbie :*
Ps. ...a kolanka bolą, bolą :P
iloveyou :*:*:*
środa, 3 grudnia 2014
Gdzie jest mrozu?
Był, naaaaaturalnie że był i bynajmniej nie w ZUSie a 1000 metrów nad ziemią :)
To jeden z ostatkowych motywów, z których śmialiśmy się z Hanym.
Tak, tak, znowu odwiedziłem me Szczęście w swoim drugim Domu :)
W ubiegłym tygodniu, dowiedziawszy się o piątkowym egzaminie w stolicy województwa oraz złączywszy ten fakt z wolnym całym Mężowym weekendem, postanowiłem pojechać do Niego na ostatki.
Egzamin zdany bardzo pomyślnie, potem trochę krioterapii na opolskim dworcu.
Kierunek Śląsk.
Chwil kilka spędzonych w Katowicach, a potem mój ulubiony bus prosto w ramiona Yomosy, który kolejny raz czekał na mnie o 2:30 na przystanku.
Noc była niesamowicie ciemna.
W pokoju też było ciemno, kiedy rozpoczęliśmy pieszczotowe powitanie, które przybierało z minuty na minutę w zaawansowanie miłosny obraz.
Obraz ruchomy, z dźwiękiem, stękiem i jękiem :P
Piękne i miłe chwile uniesień i bliskości, potem błogi sen. Wtuleni cało w ciało.
No i całe dwa dni przed nami. Zakupy, wspólne chwile w domu, przy obiedzie, kolacyjna pyszna pizza, potem andrzejkowa wspólna kąpiel i nagie godziny przy kominku.
Było tak gorąco, że aż słabo :) ale miało to swój klimat i charakter.
Kocham te nasze bliskości i namiętności.
Noc minęła szybko, bo skoro świt gnaliśmy na pierwszą mszę, by potem mieć dla siebie jeszcze całą niedzielę.
Było rodzinnie, domowe, Miłośnie, tylko zbyt szybki upływ tych godzin sprawiał, że im bliżej nocy tym byłem coraz smutniejszy. Nie lubię ostatniego wieczoru i wyjścia na przystanek. Nie lubi tego i Hany.
Mimo wszystko bardzo cieszę się z tych wspólnych chwil z Misiem i Rodzicami. Z naszych małych radości, które składają się na Wielkie Szczęście.
Dziękuję Mamusi za kolejne porcje pysznych pierożków, które każdorazowo witają mnie niczym tradycyjny polski chleb i sól.
A skoro o chlebie mowa, to nigdy bez niego nie odjeżdżam. Zawsze wiozę kilogramowe bochenki, bo uważam, że tam jest najpyszniejszy chleb na świecie :)
Dziękuję Ci Bejbe za Miłosne chwile, a piękne wspomnienia o nich łączę w piosence, z którą będzie kojarzył mi się ten pobyt :)
iloveyou :*:*:*
sobota, 15 listopada 2014
Listopadowa wiosna
Jak każdego roku w okresie święta zmarłych, najlepiej kwitną chryzantemy.
Tym razem na pomniku Mamusi było ich sporo i różnego koloru.
Nieznanego pochodzenia fioletowa z drobnymi kwiatkami, strzępiasta żółta od Siostrzeńca i dwie kuliste ode mnie i Siostry.
Kwiaty, znicze i ciepła atmosfera mimo zadumy i nostalgii tego okresu.
W domu przez świąteczny weekend miałem też gości.
W sobotę Krzysiek z dziewczyną, a w niedzielę Siostra z rodziną.
Tegoroczny listopad jest niesamowicie ciepły.
Aura wiosenna, tylko na drzewach zamiast pąków, opustoszałe gałęzie drzew.
Każdego roku około dekady miesiąca mam urlop.
Wiosenna radość ogarnia wtedy moje serce, bo to zawsze trzy tygodnie z Hanym.
W tym roku przez wykorzystanie całego urlopu na Camino, takiej rozpusty widzeniowej nie było.
Mimo to, Margaret zgodziła się dać mi wolny poniedziałek dziesiątego, więc w piątek siódmego, zaraz po pracy pędziłem na pociąg :)
Ach jak ja lubię dłuższe weekendy i gnanie nocą na południowy- wschód.
Co prawda czas minął szybko, ale jak zawsze uroczo i Miłośnie.
Rocznicowa noc gorrrąca, a w prezencie nowe srebrne obrączki z bursztynami i grawerem wewnątrz (KCNWW) :):):)
Było i Rodzinnie, bo w państwowe święto przyjechał Tom z Edytą, Kitty i Sarą.
Uwielbiam te stałe punkty programu, bom sentymentalistą jest :)
Były i kulinaria, wypieki nie tylko na twarzy, odwiedziny u Dzieciny, pierożki Mamusi, trochę polityki :) wiele fantastycznych programów na kanale, którego zazdroszczę Mężowi :) i drinkowanie z winnicy macedońskiej :)
A wiadomo, Miłość jak wino uderza do głów :P
Niestety środowej nocy zmuszony byłem już wracać. Na szczęście nie do pracy, a prosto na szkolenie w stolicy mego województwa.
W pracy ogrom roboty. W dodatku tłumy ludzi i nowa współpracowniczka u boku.
Trochę dziwna osoba, ale ważne byśmy się dogadywali na stopie zawodowej.
Póki zacznie swoją działalność sprzedażową, czeka ją seria szkoleń i egzaminów, więc całymi dniami przesiaduje przed laptopem czytając materiały i rozwiązując testy.
Oby jej to na zdrowie wyszło (a nie bokiem) :)
Szkoda, że Margaret nie wybrała drugiej kandydatki z listy, no i szkoda, że nie aplikował obozo-kolega, bo jak pisałem dwa posty temu, stanowisko byłoby jedyne w regionie, bo w podwójnie męskiej i podwójnie gejowskiej obsadzie :)
Kolega tak jak przypuszczałem okazał się być homiczy :)
Na jutro jesteśmy umówieni na popołudniowe pogadanki.
Miłego wieczoru i reszty weekendowania :)
...a teraz marsz marsz do ćwiczeń, bo Hany już rozgrzany przy swoich seriach :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
poniedziałek, 27 października 2014
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
W ubiegły weekend zaplanowaliśmy z Hanym ambitne, bo mało możliwe (aczkolwiek nie niemożliwe) do zrealizowania zadanie...
Naszym celem było znalezienie dwóch Węgrów, z którymi niemalże każdego dnia mijaliśmy się na Drodze do Jakuba.
Nie dość, że razem startowaliśmy (i to jeszcze podczas prologu) w Bayonne, to razem finiszowaliśmy na końcu świata (w Finisterre).
Praktycznie przez tysiąc kilometrów spotykaliśmy się praktycznie codziennie i nawet 5 razy nocowaliśmy w tym samym miejscu.
Dziwnym trafem poza pozdrowieniem, czy machnięciem ręki, nie rozmawialiśmy ze sobą.
Podczas całej trasy jakieś cztery krótkie pytania.
Aż dziw bierze.
Oni sami nie szli wspólnie, tylko jeden uciekał drugiemu i pędzili w osamotnieniu.
Spotykali się w pueblo lub w miejscu noclegowym, lub kiedy jeden odpoczywał w trakcie trasy i drugi do niego dochodził.
Mieliśmy swoiste wyrzuty sumienia, że pierwsi nie wyszliśmy z inicjatywą rozmowy i ewentualnego zakumplowania się.
Co najlepsze, nie wiedzieliśmy nawet jak mają na imię :)
Nazywaliśmy ich Szczur i Hektor.
Szczur, bo miał wyciągnięty w przód taki dziubek z nosem :)
a Hektor, bo usłyszałem w jednej z alberg (domów pielgrzyma), jak Szczur woła w kierunku tego drugiego "Hektoooor".
Jako, że znane mi jest imię Hektor, myślałem, że tak właśnie się zwie.
No i długo, bo całe trzy miesiące obaj z Mężem trwaliśmy przy takiej świadomości.
Toteż pisząc maile do pięciu domów pielgrzyma, w których razem nocowaliśmy, powoływaliśmy się na dwóch chłopaków z Węgier, z których jeden prawdopodobnie nosi imię Hektor :)
Hany napisał też do węgierskiej albergi w Finisterre, gdzie chłopcy nocowali.
Mieliśmy tą wiedzę, bo spotkaliśmy się tam i chwilę (całą minutę, góra dwie) rozmawialiśmy.
Rzecz jasna, że jak na trasie pojawia się narodowy dom pielgrzyma, to każdy z danego państwa się tam zatrzyma (my w Monte do Gozo).
Sukces przyszedł szybko, bo późnym niedzielnym wieczorem.
Dziewczyna odpisała na mężowego maila.
Hektor okazał się nie być Hektorem, a Szczur nosi całkiem polskie imię :P
Jesteśmy już znajomymi na jednym portalu :)
Nawet po pierwszych konwersacjach z "Hektorem" :)
W końcu... Polak, Węgier dwa bratanki :D
Podejrzewamy, że tęczowe bratanki :P
sobota, 11 października 2014
Przegląd ostatnich tygodni
Ostatnio trochę kolorów, trochę szarości...
Jesień w końcu.
Jeszcze dwa tygodnie temu bawiłem się na weselu Przema.
Radość z szykowania się, organizacji i podróży na południowy- wschód.
Miło było znowu spotkać całą Rodzinkę i spędzić z Nimi dłuższy weekend.
Była to kolejna okazja do spędzenia czasu z Hanym.
Strasznie szybko to minęło, bo wiadomo, co dobre szybko się kończy.
Tak jest i z ludzkim życiem...
Kilka dni później dowiedziałem się o śmierci cioci.
Jedynej fajnej jaką miałem.
Dokładnie tydzień minął od pogrzebu.
Do dziś mam przed oczami widok jej trójki dzieci idących za trumną.
W codzienności- jednostajność.
Drugi tydzień pracuję po dziewięć godzin, by odrobić wolny poniedziałek, podczas którego wracałem z wesela.
Godzinę później jestem w domu, a i czas w nim do wieczora płynie szybko.
Nadal chodzę w trasy, w dniach niechodziarskich ćwiczę.
Od wtorku nie pijam kawy (taki chwilowy detoks) i o dziwo nie boli mnie głowa.
W zastępstwie piję zieloną.
Jakoś tak ostatnio zainspirowała mnie koleżanka podczas poniedziałkowej narady w stolicy województwa.
Nie dość, że przyjechała ze swoim kubkiem, to jeszcze przywiozła sobie liściastą zieloną herbatę.
W przerwie gadaliśmy na różne tematy i z jej ust padła taka oto mądrość- "jesteśmy tym, co jemy".
Nie, że chciałbym być zielony, a nie czarny (od kawy), bo czarny to chciałbym być i to bardzo :) (cóż za enigmatyczny szyk zdania).
Chodzi o zdrowe podejście do życia.
Przez kilka już tygodni wymieniamy z Mężem linki, uprawiając oblukatorstwo i zakupiarstwo na pewnej stronce :)
Radość zakupu czegoś po okazyjnej cenie i czekanie potęgują radość otrzymania przesyłki... pod warunkiem, że ta w ogóle przyjdzie ;)
Polecam kinowo "Odzyskać i stracić".
Jeden z lepszych filmów w ostatnich latach.
Miłego weekendu :)
iloveyou Bejbe :*:*:*
sobota, 6 września 2014
Zmiany
Od wczoraj oficjalnie pracuję już sam na stanowisku.
Koleżance nie przedłużono umowy i to bynajmniej nie z powodu tego, że jedna osoba tam wystarczy.
Jakiego?
Sam nie wiem. Coś jest na rzeczy, ale ja nie z tych wścibskich i dociekliwych osób, bym dopytywał Margaret o szczegóły.
Będzie kiedyś chciała powiedzieć, to powie.
Rekrutacja w toku.
Wczoraj zagadał mnie o to stanowisko jeden kolega z obozu.
Waha się czy nie złożyć podania, bo sam ma umowę do końca miesiąca, z możliwością przedłużenia jej na kolejny rok.
Dopytywał co i jak, choć największą jego barierą jest to, czy dałby radę.
Czy by się sprawdził.
Za to nie mogę ręczyć, więc decyzję sam musi podjąć.
Byłoby fajnie, być pierwszym obozo-stanowiskiem w regionie w podwójnym męskim składzie.
Mało tego- w podwójnie homiczym składzie, bo każdego dnia utwierdzam się w przekonaniu, że kolega to chyba gej.
Wczoraj pochwalił moją koszulę i spytał czy prostuję włosy bo mam takie proste na grzywce :P:P:P
A propos włosów po pracy odwiedziłem fryzjera i ściąłem się jak jeden koleś reklamujący koszulę w stylu japan na jednym z zagranicznych sklepów internetowych.
Boki podgolone, tył skrócony a przód z grzywką idący ku przodowi (patrz zdjęcie posta :P)
Jestem zadowolony :)
Podtrzymuję zatem południowy look czupryny wysmagany pasemkami hiszpańskiego słońca :D
Vuelta Espania trwa nadal.
Każdego popołudnia oglądając eurosport, napawam się wspomnieniami mijanych przez kolarzy zakątków tego pięknego kraju.
Ostatnio przejeżdżali przez Pampelunę i Logrono. Stolice dwóch prowincji Hiszpanii, którymi zaczynaliśmy nasze Camino.
Po jednym z wyścigów, zwycięzca popijał Aquariusa- jeden z tamtejszych naszych ulubionych napojów :)
Ech wspomnienia, wspomnienia.
Wciąż żywe i namacalne :)
Trwa sobota.
Szopy uczynione, pranie też, sprzątanie w toku, a za mną chodzi ryż na sypko z gulaszem warzywnym.
Co Ty na to Hany?
Słońca i radości na ten weekend :)
iloveyou Bejbe :*
sobota, 30 sierpnia 2014
Powrót
Zainteresowanym, którzy śledzili nasze codzienne relacje na dodatkowym blogu dziękujemy :)
Czas toczy się dalej.
Cały wymiar urlopu wykorzystany.
Siły nabrane.
Łaski i błogosławieństwo od Jakuba otrzymane.
Wspomnienia na całe życie zapisane szczelnie na dyskach naszych umysłów.
Ostatnio odkryłem umocnienie zdolności kulinarnych :)
Wszystkie moje kuchenne poczynania mają jeszcze smaczniejszy efekt.
Może to znak od Jakuba, że w tym kierunku powinienem iść.
Nadal pozostaję wierny swoim codziennym 11 km marszom, ponieważ bardzo brakuje mi chodzenia.
Przez pierwsze dni po powrocie, nogi same upominały się o to, dając znać bólem :)
W międzyczasie zdążyłem już odwiedzić Hanego, odbyć dwudniowe szkolenie w Łodzi, tudzież skapnął mi kolejny rok życia.
Dziękuję za pamięć, życzenia i prezenty.
Niedawno stałem się posiadaczem zajefajnego smartfona.
Dziękuję Hany za kolejny prezent.
I mimo, że codzienność jest taka jak zawsze to staram się z niej wyłapywać to co najlepsze.
Grunt to optymizm. Tym bardziej, że jesień tuż tuż.
Pozdrawiam i dobrego weekendu życzę
iloveyou Bejbe
niedziela, 22 czerwca 2014
W Drogę
Od wczorajszego poranka jestem już u Męża.
Droga minęła mi spokojnie i szybko.
Och jak dobrze być znowu tutaj.
Jest miło, radośnie i Miłośnie.
W Drugim Domu duże poruszenie.
Każde z Rodzeństwa przynosi swój mały kamyczek z imieniem swoim i członków rodziny, a tym samym z intencją tylko sobie znaną.
Tradycją jest zabranie kamyka (symbol trudu pielgrzymowania) ze swojego miejsca zamieszkania, niesienie go praktycznie aż do kresu Drogi (do Cruz de Fero), gdzie na kopcu powstałym przez lata z kamieni pątników, rzuca się go wypowiadając intencję, bądź słowa jakie dyktuje nam serce.
Żartujemy i śmiejemy się z tego, że gdybyśmy dali jakieś regionalne ogłoszenie o znoszeniu kamieni, musielibyśmy jechać do Santiago tirem z naczepą :P
Czujemy się jakby powierzono nam ważną misję do spełnienia.
Oczywiście jest to mission possible :)
Choćby nie wiem co, musimy iść, przejść i... dojść :)
Póki co trwa ostatnie upychania głównego plecaka zaopatrzonego w symbol muszli jakubowej, żółtej strzałki na niebieskim tle oraz symbolu narodowego w postaci polskiej flagi.
Powstało też wiele niepewności związanych z tym co można wziąć do bagażu pokładowego, a co nie.
Hany wykonał telefon na infolinię przewoźnika, tudzież przelotnika :) i już wszystko jasne.
Moje kijki trekkingowe winny być spakowane do wnętrza plecaka.
Jest tam już tak ciasno, a kijki są na tyle długie, że raczej pozostaną w kraju, a na miejscu zakupimy drewniane kije pielgrzyma- klimatycznie, prawda? :)
To zapewne ostatni wpis przed wyjazdem.
Zatem...do następnego posta, najpewniej początkiem sierpnia.
Buen Camino!!!
czwartek, 19 czerwca 2014
Świątecznie a jeszcze przedurlopowo
Tylko dzień dzieli mnie od rozpoczęcia urlopu.
W sobotę, rankiem, widzę się już z Hanym.
Kolej lekko zmieniła rozkład i tym samym utrudniła mi świetne jak dotychczas połączenie na Podkarpacie.
Z pomocą przyszła mi Bo, bo podwiezie mnie na pociąg zmierzający na Śląsk.
Dobra z niej koleżanka :)
Ostatnie organizacyjne chwile w domu przede mną.
Dobrze, że dziś wolny dzień to jakoś więcej czasu na ogarnięcie.
Krawcowa na szczęście uporała się z wykończeniem moich spodni trekkingowych :)
W pracy coraz więcej pukf dowiaduje się gdzie jadę.
Kierowniczka nazywa mnie peregrino.
W poniedziałek powiedziała, że Santiago de Compostela to od zawsze jej marzenie.
Hany sprawnie poradził sobie we wtorek z lotniczą odprawą online.
Gotowe bileciki już są.
Założył także naszego nowego, wspólnego bloga na czas naszej nieobecności.
Oto on:
http://moje-santiago.blogspot.com/
Tablet bierzemy ze sobą, więc jeśli tylko nawiążemy połączenie z internetem, to będziemy dzielić się naszą codziennością na Camino.
Trzymajcie kciuki.
Te amo Bejbe :*:*:*
Ps. Właśnie niedawno wróciliśmy z Bo z naszej codziennej trasy.
Mamy na niej swoich (jak ich nazywamy) fanów :)
Przed budynkiem kończącym trasę każdego wieczora zasiadają panie i panowie.
Jedna z kobiet jest bardzo sympatyczna. Zawsze zagaduje do nas.
Z uwagi na to, że dziś był ostatni trening przed wyjazdem- miło pożegnaliśmy się z paniami.
- Dobranoc i do zobaczenia za miesiąc- rozpocząłem.
- A czemu za miesiąc- odpowiedziała ze szczerym zasmuceniem Sympatyczna.
- Bo wyjeżdżamy- odpowiedziała Bo
- Nawet jutro Was nie będzie?- zapytała
- Nie- odpowiedzieliśmy.
- W takim razie będę czekała na Was po powrocie- dodała na koniec nasza ulubienica.
Ps.1
Zabieram ze sobą identyczne spodenki jakie ma pan na fotce z posta :)
Hany mi je kupił. Baaaardzo mi się podobają :)
Moje są niebiesko- żółte :)
sobota, 14 czerwca 2014
Czerwcowo
Sobotni poranek na Podkarpaciu jak zawsze rozpoczął się romantycznie i miłośnie.
Na przystanku czekał już na mnie Hany.
Miło znowu było zobaczyć wszystkich, tym bardziej, że przed południem przyjechał Tom z chłopakami (Ci zaś z żonami i dziećmi) i Kitty.
Chłopcy dziarsko zabrali się do roboty przy drewnie, a ja z Kitty rychtowaliśmy zupę pieczarkową oraz placki z gulaszem po węgiersku, który z samego rana przygotowywał Mąż.
Popołudnie spędziliśmy już przy stole, przy opowiastkach i śmiechach. Dodatkowo humory podsycała pewna mięta i czarna wiśnia :P
Po odjeździe Rodziny mieliśmy czas dla siebie i korzystaliśmy z niego aż do nocy zmieniając tylko pozycje siedząco leżące :)
To były niezwykle przyjemne chwile u schyłku tygodnia.
Niedzielny poranek rozpoczęliśmy od mszy.
Po przyjściu do domu śniadanie, pieczenie placka z truskawkami oraz zasłuchiwanie się w dźwiękach rmf classic.
Popołudniową porą kolejne odwiedziny.
Tym razem przyszły Siostry Miśka z gościnką.
Czas mijał nam na rozmowach przy smacznych słodkościach i Mężowej orzeźwiającej sałatce jaką zrobił na mój przyjazd :*
Wieczór poprzedzający niechcianą (bo odjazdową) noc gościł się nieubłaganie.
Spędziliśmy te chwile ciesząc się jeszcze swoją bliskością.
O północy trzeba było iść na mój bus i znowu pokonywać powrotne kilometry.
To był mój najkrótszy w dziejach pobyt w Drugim Domu.
Wracało mi się jak zawsze smutno. Z podróży musiałem iść prosto do pracy, a tam zduta i obrażona na cały świat i wszystkich moja współpracownica.
Co prawda z godziny na godzinę i z dnia na dzień było lepiej, ale to i tak nie uprzyjemniało mi godzin spędzanych w obozie.
Tam jak zwykle jedna śpiewka o wytyczanych celach i stosy raportów do dziennego wysyłania.
Co prawda obecny weekend jest deszczowy i mało przyjemny, ale w tygodniu zagościło prawdziwe lato.
Miłe słońce i żar z nieba.
Pierwsza połowa miesiąca upłynęła mi też stomatologicznie, bowiem byłem częstym gościem na fotelu swego imiennika.
Jedyne na co mogę tylko narzekać to upływ kasy z portfela na ten cel.
No ale... zdrowie jest cenne.
I to nie tylko zdrowie własne i ludzkie, ale i zwierzęcia. Zwłaszcza kiedy jest ono Domownikiem.
Pani L od końca maja boryka się z kłopotami z wiązadłem w prawej przedniej łapce.
Dodatkowo lekarz zastosował Jej dietę wątrobową z uwagi na często pojawiające się kolki.
Zobaczymy jak będzie w niedalekiej przyszłości.
DNM był tym razem historyczny, bowiem w nocy podczas długiej rozmowy z Siostrą powiedziałem Jej o sobie i Hanym.
Ostatnio mamy dość otwarte relacje ze sobą, a przy okazji odwiedzin u Niej zawsze brakowało mi odwagi by zmienić temat i wyrwać Ją ze swego słowotoku.
Wiedziałem, że jeśli nie zrobię tego teraz, to znowu to się odłoży w czasie.
Siostra powiedziała, że po części to czuła i że jak najbardziej to akceptuje, bo najważniejsze jest Nasze Szczęście.
Zrobiło mi się miło i poczułem taką ulgę na sercu i duszy.
Nadchodzi ostatni zwyczajny tydzień. Zwyczajne i skrócone pracowanie, bo tylko cztery dni.
Potem już w Drogę. Tak długo wyczekiwaną i przygotowywaną.
Zostało mi jeszcze kilka rzeczy do ogarnięcia i przygotowanie oficjalnej listy rzeczy do spakowania.
Wtedy już będę wiedział na czym stoję :)
Zaraz zabieram się za wypiek rabarbarowca, więc już teraz zapraszam chętnych.
Miłego weekendu.
Kocham Cię Bejbe :*:*:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















