Takim mianem blondi często zaskakuje nas wszystkich kiedy chce zabłysnąć językowo.
Tworzy ętelygętne wyrazy rodem ze swej makówki :)
Ciekaw jestem jak określiłaby wydanie 3stówek na...
No właśnie!
Czy brzmiałoby to mniej więcej tak?:
"Lokacja była dobra, więc proszę mi nie mówić, że lokacja była zła, bo lokacja była baaaardzo dobra!"
Jak ocenić lokację, kiedy 300zł (słownie: trzysta zł) wydaje się na 15 osób, (przecinek) dusz.
Nietrudno rozwiązać zadanie matematyczne, w którym zapytanie brzmiałoby:
Ile pe-el-en`ów przypada na jedną osobę, (przecinek) duszę?
Mówi się czasami "ale jesteś bez duszy", czy to takie ciężkie określenie (obraźliwe), skoro dusza waży tylko 3/4 uncji (21 gramów)?
Dywadzieścia yzyłotych na osobę, (przecinek) duszę- tyle wychodzi.
Więc ile kasy na gram przypada, a ile na uncję? :P
Wie ktoś?
Na pewno wiedział będzie odbiorca owych 3 stówek.
I wiecie ile przypadnie na osobę, (przecinek) duszę?
Tajemnicę (:P) zachowam i nie napiszę.
Zleceniodawca zaś, będzie utwierdzony w przekonaniu, że osoba, (przecinek) dusza, po tej lokacji fruwać będzie w niebie na wieki wieków amen.
A ja bezpłatnych lokacji takowych dokonuję i zajmuje mi to... 300 lecz nie złotych, a metrów.
Przy okazji trochę gramów ciała mi ubywa, a nic na duszy.
Dusza spokojna, ciało zadowolone.
Wszystko si.
W sobotę lotka puszczam tylko i łudzę się, że ta lokacja choć mi się wróci :P
Ot taki minimalista ze mnie.
camino
sobota, 28 stycznia 2012
czwartek, 26 stycznia 2012
Czech Boj
Wbrew obawom obozodzień okazał się łaskawy.
Stara tylko czepia się każdego dnia Karen.
Upatrzyła ją sobie, jak to ma w zwyczaju.
Raz na jakiś czas jak sęp wypatruje ofiarę i tropi ją na każdym kroku.
Biedna Karen obrywa za wszystko, nawet za brak kontaktu z klientem.
Śmiech na sali, bo każdy wie, że akurat tego zarzucić jej nie można.
W drugiej połowie popołudnia miałem przesympatycznego klienta.
Czecha.
Świetnie mówił po polsku, więc nie sposób było nie skomentować tej zdolności.
- Świetnie Pan sobie radzi z językiem polskim
- Dziękuję, staram się. W zasadzie jestem już bardziej Polakiem niż Czechem. Nawet konto mam w Polsce :)
Czechy, niby rzut beretem, a inna mentalność. Jakoś tak bardziej radośni i bezpośredni są.
Może się mylę, bo trafiam akurat na fajne jednostki, ale czyż czasami nie jednostka rzutuje na ogólne wrażenie całości? :P
Czech Boj był bardzo bezpośredni.
Po sprawdzeniu tożsamości poprosiłem o podpis, co skomentował tak:
"...tam w moim dowodzie masz mój podpis, to możesz sprawdzić, że to ja a nie kto inny" :D
Ubawiło mnie to, więc skomentowałem to krótko:
"Myślałem, że to ja mam zawiły podpis, ale tego, to nic nie pobije" :P
Uśmialiśmy się oboje, a na koniec usłyszałem zamiast tradycyjnego "do widzenia"- "cześć".
Uwielbiam tak inny klientów. Zapadają w pamięć i jakoś stają się przyczynkiem do dobrej części dalszego dnia.
Nie omieszkałem sms-owo skomentować tej sytuacji Hanemu :)
W odpowiedzi otrzymałem wprawiający mnie w stłumiony, choć głośny śmiech:
"Czy ten czech boj był z BelAmi??" :D:D:D
Komentarzem nie mógł też obejść się następny obozofan.
Tym razem komentowana była zewnętrzność seksownego 20latka :)
Choć grzeczności w nim sporo.
Taki miły chłopczyk.
Fajnie ubrany.
Na brata taki by mi pasował.
No właśnie. Zawsze chciałem mieć brata!
Czy ja już o tym pisałem?! :)
Może następnym razem spytam o możliwość adoptowania go.
No i jako, że do trzech razy szczuka, wróóóóóć- sztuka, komentarz "petenciany" zwieńczył trzeci boj.
Zaobrączkowany, "lekki misiu" (ale nie że lekki w sensie, że dałbym go radę podnieść :P),...
A uwagę jego skupił mój nos, wrażliwy na zapachy.
To był najładniejszy zapach tego dnia.
O ile nie tygodnia.
A o ile nie miesiąca!
Zapach może nie z kategorii "szkoda, że nie mam takiej perfumy", ale zapach miły przyjemny, zapach świeżo ogolonego faceta (na twarzy żeby nie było :P), zapach czystości, ...
Będę go/to wąchać!- brzmiałoby gdybym powiedział niemalże bliźniaczo Panią Magdę G naśladując.
Bo jeść się tego nie da przecież, a wąchać to i owszem.
Oj węch mam wyczulony.
Różne zapachy lubi mój nos...
A jeszcze kilka lat wstecz nigdy bym nie myślał, że spodoba mi się zapach... :)
Dobranoc :)
Stara tylko czepia się każdego dnia Karen.
Upatrzyła ją sobie, jak to ma w zwyczaju.
Raz na jakiś czas jak sęp wypatruje ofiarę i tropi ją na każdym kroku.
Biedna Karen obrywa za wszystko, nawet za brak kontaktu z klientem.
Śmiech na sali, bo każdy wie, że akurat tego zarzucić jej nie można.
W drugiej połowie popołudnia miałem przesympatycznego klienta.
Czecha.
Świetnie mówił po polsku, więc nie sposób było nie skomentować tej zdolności.
- Świetnie Pan sobie radzi z językiem polskim
- Dziękuję, staram się. W zasadzie jestem już bardziej Polakiem niż Czechem. Nawet konto mam w Polsce :)
Czechy, niby rzut beretem, a inna mentalność. Jakoś tak bardziej radośni i bezpośredni są.
Może się mylę, bo trafiam akurat na fajne jednostki, ale czyż czasami nie jednostka rzutuje na ogólne wrażenie całości? :P
Czech Boj był bardzo bezpośredni.
Po sprawdzeniu tożsamości poprosiłem o podpis, co skomentował tak:
"...tam w moim dowodzie masz mój podpis, to możesz sprawdzić, że to ja a nie kto inny" :D
Ubawiło mnie to, więc skomentowałem to krótko:
"Myślałem, że to ja mam zawiły podpis, ale tego, to nic nie pobije" :P
Uśmialiśmy się oboje, a na koniec usłyszałem zamiast tradycyjnego "do widzenia"- "cześć".
Uwielbiam tak inny klientów. Zapadają w pamięć i jakoś stają się przyczynkiem do dobrej części dalszego dnia.
Nie omieszkałem sms-owo skomentować tej sytuacji Hanemu :)
W odpowiedzi otrzymałem wprawiający mnie w stłumiony, choć głośny śmiech:
"Czy ten czech boj był z BelAmi??" :D:D:D
Komentarzem nie mógł też obejść się następny obozofan.
Tym razem komentowana była zewnętrzność seksownego 20latka :)
Choć grzeczności w nim sporo.
Taki miły chłopczyk.
Fajnie ubrany.
Na brata taki by mi pasował.
No właśnie. Zawsze chciałem mieć brata!
Czy ja już o tym pisałem?! :)
Może następnym razem spytam o możliwość adoptowania go.
No i jako, że do trzech razy szczuka, wróóóóóć- sztuka, komentarz "petenciany" zwieńczył trzeci boj.
Zaobrączkowany, "lekki misiu" (ale nie że lekki w sensie, że dałbym go radę podnieść :P),...
A uwagę jego skupił mój nos, wrażliwy na zapachy.
To był najładniejszy zapach tego dnia.
O ile nie tygodnia.
A o ile nie miesiąca!
Zapach może nie z kategorii "szkoda, że nie mam takiej perfumy", ale zapach miły przyjemny, zapach świeżo ogolonego faceta (na twarzy żeby nie było :P), zapach czystości, ...
Będę go/to wąchać!- brzmiałoby gdybym powiedział niemalże bliźniaczo Panią Magdę G naśladując.
Bo jeść się tego nie da przecież, a wąchać to i owszem.
Oj węch mam wyczulony.
Różne zapachy lubi mój nos...
A jeszcze kilka lat wstecz nigdy bym nie myślał, że spodoba mi się zapach... :)
Dobranoc :)
Humör
Dostałem prezent od Męża w postaci spodni.
Ekspresowo się to stało i w ekscytacje mnie wprowadziło.
Są super. Dopracowane w każdym najmniejszym detalu.
Idealnie pasują do białych adidasów i białego tiszerta (ogólnie białej góry) :)
I tak sobie wczoraj wybiegłem myślami wstecz.
Do listopada, kiedy to zastanawiałem się w pewnym sklepie, czy szarą czapkę wybrać na zimę, czy białą.
No i mogłem wziąć obie :P
Wstępne przymiarki w rzeczonym zestawie już poczyniłem :)
W zachwyt sam siebie wprawiłem.
Choć wiem, nie wypada popadać w samozachwyty :)
Hany- wielkie dzięki za extra podarunek :*
Może taki look sprawi, że dziewczęta zamiast dzień dobry zaczną odpowiadać "cześć".
Wczoraj w drodze do pracy takie oto powitania przelotem padły :)
Starsza może 2-3 lata ode mnie dziewczyna, która kilka lat mieszkała w bloku obok i zawsze cześć mówiła, dziś (wczoraj) coś w sobie zmieniła...
Ja jej cześć, a ta mi "dzień dobry".
Kilkadziesiąt metrów dalej wymijam dziewczynę, którą tylko z marketu z kasy kojarzę.
I co słyszę wymijając ją?
Dzień dobry! :)
Heloooł!?
No więc nie wiem co się dzieje, bo ostatnio nie miałem co narzekać.
Nawet licealni chłopcy mijając mnie na chodniku powiadali "cześć" :P
Nie powiem- to eksajtin` było :)
Ostatnio przeglądałem humor pewnego rysownika.
W pomieszczeniu przed ekranem stał narciarz i obserwował bieg nad-kobiety z Norwegii (nie muszę przecież nazwiskami sypać :P)
Na górze widniał tekst: "Baby są jakieś inne" :D:D:D
Ubawiło mnie to.
Niskie ciśnienie i brak kawy, te dwa czynniki przyczyniły się do mego wczorajszego globusa.
Góra czaszki o mało nie unosiła się z bólu kilka centymetrów nad głową.
W końcu sięgnąłem po proszki i przeszło.
Zazwyczaj przeczekuję ból, ale ten był już za silny i nie zapowiadało się, że sam się stłumi.
Dlatego dziś już 100% kawy w kawie, czyli espresso i to z rana.
Ostatnio to i praca przyczynia się do takich bóli.
Atmosfera w niej niezdrowa dla żywych a także dla martwych, bo takimi są komputery i system.
Tak szwankują, że niedługo mogą doprowadzić nas do ruiny.
I co tu robić?
Rozkładam bezradnie ręce.
Jeszcze dwa dni, jeszcze dwa dni,... tak powtarzam odkąd wstałem dodając sobie przedweekendowej otuchy :)
Ekspresowo się to stało i w ekscytacje mnie wprowadziło.
Są super. Dopracowane w każdym najmniejszym detalu.
Idealnie pasują do białych adidasów i białego tiszerta (ogólnie białej góry) :)
I tak sobie wczoraj wybiegłem myślami wstecz.
Do listopada, kiedy to zastanawiałem się w pewnym sklepie, czy szarą czapkę wybrać na zimę, czy białą.
No i mogłem wziąć obie :P
Wstępne przymiarki w rzeczonym zestawie już poczyniłem :)
W zachwyt sam siebie wprawiłem.
Choć wiem, nie wypada popadać w samozachwyty :)
Hany- wielkie dzięki za extra podarunek :*
Może taki look sprawi, że dziewczęta zamiast dzień dobry zaczną odpowiadać "cześć".
Wczoraj w drodze do pracy takie oto powitania przelotem padły :)
Starsza może 2-3 lata ode mnie dziewczyna, która kilka lat mieszkała w bloku obok i zawsze cześć mówiła, dziś (wczoraj) coś w sobie zmieniła...
Ja jej cześć, a ta mi "dzień dobry".
Kilkadziesiąt metrów dalej wymijam dziewczynę, którą tylko z marketu z kasy kojarzę.
I co słyszę wymijając ją?
Dzień dobry! :)
Heloooł!?
No więc nie wiem co się dzieje, bo ostatnio nie miałem co narzekać.
Nawet licealni chłopcy mijając mnie na chodniku powiadali "cześć" :P
Nie powiem- to eksajtin` było :)
Ostatnio przeglądałem humor pewnego rysownika.
W pomieszczeniu przed ekranem stał narciarz i obserwował bieg nad-kobiety z Norwegii (nie muszę przecież nazwiskami sypać :P)
Na górze widniał tekst: "Baby są jakieś inne" :D:D:D
Ubawiło mnie to.
Niskie ciśnienie i brak kawy, te dwa czynniki przyczyniły się do mego wczorajszego globusa.
Góra czaszki o mało nie unosiła się z bólu kilka centymetrów nad głową.
W końcu sięgnąłem po proszki i przeszło.
Zazwyczaj przeczekuję ból, ale ten był już za silny i nie zapowiadało się, że sam się stłumi.
Dlatego dziś już 100% kawy w kawie, czyli espresso i to z rana.
Ostatnio to i praca przyczynia się do takich bóli.
Atmosfera w niej niezdrowa dla żywych a także dla martwych, bo takimi są komputery i system.
Tak szwankują, że niedługo mogą doprowadzić nas do ruiny.
I co tu robić?
Rozkładam bezradnie ręce.
Jeszcze dwa dni, jeszcze dwa dni,... tak powtarzam odkąd wstałem dodając sobie przedweekendowej otuchy :)
wtorek, 24 stycznia 2012
Nieproszony nocny gość...
...bezsenności powodem, a potocznie zwany GŁODEM! :P
Głód, jak brunet z filmu Barei, przychodzi wieczorową porą.
Tłumiony za dnia, wieczorem i nocą daje o sobie znać w dwójnasób.
Męczy bólem głowy, drażni ssaniem w żołądku, rozprasza pokusą zjedzenia czegoś tuczącego. W skrajnych przypadkach bywa tak, że budzi nas w nocy i na wpół śpiących przywodzi do lodówki nie pozwalając zasnąć, dopóki nie dostarczymy sobie przyjemności smakowej...
Liczba pozdrowień Szwowej podczas narady: niezliczona
Ilość niecenzuralnych słów podczas nocnego meczu, dla którego zarwałem noc: jak wyżej :)
Ubawiła mnie dziś nad ranem Sara, która zaraz po tym jak po piątej dostała mój sygnał, napisała sms-a takiej treści:
"Już brałam telefon i miałam wyłączyć sygnał, bo myślałam, że to od Sofi (więc będzie dłuugi). A to od Ciebie. Co Ty tak wcześnie?"
Sara słynie z dopowiedzeń w nawiasach, które uwielbiam :)
Sofi rzeczywiście każdego dnia o świcie puszcza sygnały, które trwają tak długo jak średniej długości sygnał dzwonienia :)
Przedprzyczyna mej bezsenności jest oczywista- mecz ćwierćfinałowy Agi.
Rozpoczął się kilka minut po drugiej i trwał do czwartej z hakiem.
Niestety, po miłym zaskoczeniu w pierwszym secie, dwa kolejne przespała i kolejny raz przepadła w pojedynku z białoruską kuliżanką.
Myślę, że sił brakło. Szkoda :(
Położyłem się spać pisząc Hanemu ponownie dobranoc.
Wierciłem się i przewracałem z boku na bok przez dobrą godzinę.
Poczułem ogromny głód.
Jak się potem okazało- przyczynę mej bezsenności.
Ssanie wierciło mnie w żołądku, niczym woda spuszczana z wanny po odetkaniu korka :)
No nie zasnę- pomyślałem.
Za nic w świecie nie zasnę!
Nawet grama ciężaru snu na powiekach nie mam.
Włączyłem telewizor, gdzie trwała transmisja kolejnego meczu.
Napisałem więc Mężowi sms-a na dzień dobry i puściłem sygnały do obu jutrzenkowych Sióstr :)
Wstałem.
Porannej toalety dokonawszy, jajecznicę ze szczypiorkiem zrobiłem.
Kawy pół na pół naturalnej ze zbożową zmieszałem i tak trwam z kubkiem w dłoni obserwując tenisowe poczynania gwiazd na centralnym :)
Wracając jeszcze do wczorajszego dnia.
Po powrocie z pracy zastałem na stole otwartą kopertę.
W niej zaproszenie na osiemnastkę Siostrzeńca.
Zaskoczyło mnie to trochę, bo szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się wielkich imprez.
No ale dorosłym staje się tylko raz w życiu (albo i nie)
Chociaż, czy wiek lat osiemnastu jest tym magicznym pułapem?
Jedni stają się dorośli jako dzieci.
Inni przez całe życie nie wiedzą co to dorosłość.
Dylematy prezentowe w głowie mej się pojawiły.
Kasę wytrzepać trzeba, bank chyba rozbijając, albo wzorem magika z kapelusza zamiast królika, skarbonkę wyciągając.
No i dyskusje z Ojczulkiem, kto z nas pojedzie, bo przecież ktoś z Panią L musi zostać, gdyż według szwagra mego- mieszkanie, to nie dla psa lokum.
Tym samym psinka ma z zaproszenia nawet jako siódma woda po kisielu skorzystać nie może.
No i te posiedzenia z ludźmi którzy w kółko tylko o polityce zawężonej do jednego interesującego ich resortu, samochodach, awansach i najnowszych, a zarazem najdroższych zakupach ostatnio poczynionych.
Licytowanie się kto co ma lepszego.
Por favor- nie dla mnie takie katusze.
Mam nadzieję, że w pracy jakaś luźniejsza atmosfera dziś będzie, bo wczoraj, to nawet drut kolczasty potrzebny nie był.
Ja to przynajmniej w ramach humanitaryzmu, klikam każdego dnia w trzy okienka, do pomocy głodnym, potrzebującym i cierpiącym się przyczyniając.
Kocham Cię i całuję śpiący jeszcze Królewiczu :):*
Miłego dnia wszystkim życzę :)
Głód, jak brunet z filmu Barei, przychodzi wieczorową porą.
Tłumiony za dnia, wieczorem i nocą daje o sobie znać w dwójnasób.
Męczy bólem głowy, drażni ssaniem w żołądku, rozprasza pokusą zjedzenia czegoś tuczącego. W skrajnych przypadkach bywa tak, że budzi nas w nocy i na wpół śpiących przywodzi do lodówki nie pozwalając zasnąć, dopóki nie dostarczymy sobie przyjemności smakowej...
Liczba pozdrowień Szwowej podczas narady: niezliczona
Ilość niecenzuralnych słów podczas nocnego meczu, dla którego zarwałem noc: jak wyżej :)
Ubawiła mnie dziś nad ranem Sara, która zaraz po tym jak po piątej dostała mój sygnał, napisała sms-a takiej treści:
"Już brałam telefon i miałam wyłączyć sygnał, bo myślałam, że to od Sofi (więc będzie dłuugi). A to od Ciebie. Co Ty tak wcześnie?"
Sara słynie z dopowiedzeń w nawiasach, które uwielbiam :)
Sofi rzeczywiście każdego dnia o świcie puszcza sygnały, które trwają tak długo jak średniej długości sygnał dzwonienia :)
Przedprzyczyna mej bezsenności jest oczywista- mecz ćwierćfinałowy Agi.
Rozpoczął się kilka minut po drugiej i trwał do czwartej z hakiem.
Niestety, po miłym zaskoczeniu w pierwszym secie, dwa kolejne przespała i kolejny raz przepadła w pojedynku z białoruską kuliżanką.
Myślę, że sił brakło. Szkoda :(
Położyłem się spać pisząc Hanemu ponownie dobranoc.
Wierciłem się i przewracałem z boku na bok przez dobrą godzinę.
Poczułem ogromny głód.
Jak się potem okazało- przyczynę mej bezsenności.
Ssanie wierciło mnie w żołądku, niczym woda spuszczana z wanny po odetkaniu korka :)
No nie zasnę- pomyślałem.
Za nic w świecie nie zasnę!
Nawet grama ciężaru snu na powiekach nie mam.
Włączyłem telewizor, gdzie trwała transmisja kolejnego meczu.
Napisałem więc Mężowi sms-a na dzień dobry i puściłem sygnały do obu jutrzenkowych Sióstr :)
Wstałem.
Porannej toalety dokonawszy, jajecznicę ze szczypiorkiem zrobiłem.
Kawy pół na pół naturalnej ze zbożową zmieszałem i tak trwam z kubkiem w dłoni obserwując tenisowe poczynania gwiazd na centralnym :)
Wracając jeszcze do wczorajszego dnia.
Po powrocie z pracy zastałem na stole otwartą kopertę.
W niej zaproszenie na osiemnastkę Siostrzeńca.
Zaskoczyło mnie to trochę, bo szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się wielkich imprez.
No ale dorosłym staje się tylko raz w życiu (albo i nie)
Chociaż, czy wiek lat osiemnastu jest tym magicznym pułapem?
Jedni stają się dorośli jako dzieci.
Inni przez całe życie nie wiedzą co to dorosłość.
Dylematy prezentowe w głowie mej się pojawiły.
Kasę wytrzepać trzeba, bank chyba rozbijając, albo wzorem magika z kapelusza zamiast królika, skarbonkę wyciągając.
No i dyskusje z Ojczulkiem, kto z nas pojedzie, bo przecież ktoś z Panią L musi zostać, gdyż według szwagra mego- mieszkanie, to nie dla psa lokum.
Tym samym psinka ma z zaproszenia nawet jako siódma woda po kisielu skorzystać nie może.
No i te posiedzenia z ludźmi którzy w kółko tylko o polityce zawężonej do jednego interesującego ich resortu, samochodach, awansach i najnowszych, a zarazem najdroższych zakupach ostatnio poczynionych.
Licytowanie się kto co ma lepszego.
Por favor- nie dla mnie takie katusze.
Mam nadzieję, że w pracy jakaś luźniejsza atmosfera dziś będzie, bo wczoraj, to nawet drut kolczasty potrzebny nie był.
Ja to przynajmniej w ramach humanitaryzmu, klikam każdego dnia w trzy okienka, do pomocy głodnym, potrzebującym i cierpiącym się przyczyniając.
Kocham Cię i całuję śpiący jeszcze Królewiczu :):*
Miłego dnia wszystkim życzę :)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Lizak
Noc minęła mi na sennych męczarniach.
Nie wiem gdzie ma dusza wojowała podczas nocy, ale było niespokojnie.
Budziłem się co jakiś czasy z zadyszką i suchotą w ustach.
O dziwo mimo przerywanej nocy wstałem przed ósmą, zastawszy wysuniętego przez guzikowy rozporek kutasa, struktury półtwardej.
Zdziwiło mnie, że mimo braku całkowitej sztywności przebił się odpinając guziki :P
Może tu tkwi sedno niespokojnej nocy?
Mam nadzieję, że dzień będzie spokojniejszy.
Po całkowitym otrzepaniu snu z powiek zaprosiłem smsowo Hanego na lizaka :P
To taki wstęp na zaostrzenie apetytów przed śniadaniem.
Teraz jem właściwe śniadanie w postaci kanapek, gdzie na liściu rzymskiej sałaty ulokowana jest twarogowo jajeczna pasta, a co by mi kęsy w gardle nie zawisły, niezawodna Jo kawa.
Jo niestety odpadł w walce o ćwierćfinał, co mnie baaardzo zasmuciło.
Właśnie napisałem Miśkowi, że na znak żałoby zakładam dziś czarne gatki :)
W odpowiedzi dostałem, to co nie powinno mnie dziwić, bo my się słyszymy telepatycznie.
Jednak zdziwiło mnie, że Mój Ukochany Zwolennik Białej Bielizny (MUZBB) przywdział dziś również czarną :D
Twierdzi, że to nie z myślą o Jo, ale ja tam czuję, że to było takie freudowskie zachowanie :)
No w końcu znamy się "na wylot" :)
Załączyłem kolorowe pranie i przed praniem umysłu przez Szwową w pracy, będę prał swe włosy, by po dekadzie od pierwszego "seansu arabskiego", znów turban na głowę przywdziać.
Na minut trzydzieści of course.
Nieciekawie zapowiada się obozotydzień, bo dziś muszę do gmachu wyruszyć godzinę wcześniej.
Firer zebranie robi.
Więc będą gadki z cyklu "strachy na lachy".
Puste gadania dalece odbiegające od realiów i straszenia.
Ależ to niehumanitarne!
A myślałem, że jak w sobotę szóstkę w lotka trafię, to zrobię coś na wzór sceny z filmu "Służące".
Zainteresowani wiedzą o co chodzi :)
A że piekę ciasta nie od dziś, to myślę, że i z takim wypiekiem poradziłbym sobie nieźle :D
Mimo wszystko mam nadzieję przeżyć, nawet jeśli miałoby nastąpić trzęsienie ziemi.
Mało wstrząsów, mało dąsów, moc sztywności i wszelakiej na każdy dzień pomyślności, tego życzę Wam :)
Kocham Cię Hany:*:*:*
Nie wiem gdzie ma dusza wojowała podczas nocy, ale było niespokojnie.
Budziłem się co jakiś czasy z zadyszką i suchotą w ustach.
O dziwo mimo przerywanej nocy wstałem przed ósmą, zastawszy wysuniętego przez guzikowy rozporek kutasa, struktury półtwardej.
Zdziwiło mnie, że mimo braku całkowitej sztywności przebił się odpinając guziki :P
Może tu tkwi sedno niespokojnej nocy?
Mam nadzieję, że dzień będzie spokojniejszy.
Po całkowitym otrzepaniu snu z powiek zaprosiłem smsowo Hanego na lizaka :P
To taki wstęp na zaostrzenie apetytów przed śniadaniem.
Teraz jem właściwe śniadanie w postaci kanapek, gdzie na liściu rzymskiej sałaty ulokowana jest twarogowo jajeczna pasta, a co by mi kęsy w gardle nie zawisły, niezawodna Jo kawa.
Jo niestety odpadł w walce o ćwierćfinał, co mnie baaardzo zasmuciło.
Właśnie napisałem Miśkowi, że na znak żałoby zakładam dziś czarne gatki :)
W odpowiedzi dostałem, to co nie powinno mnie dziwić, bo my się słyszymy telepatycznie.
Jednak zdziwiło mnie, że Mój Ukochany Zwolennik Białej Bielizny (MUZBB) przywdział dziś również czarną :D
Twierdzi, że to nie z myślą o Jo, ale ja tam czuję, że to było takie freudowskie zachowanie :)
No w końcu znamy się "na wylot" :)
Załączyłem kolorowe pranie i przed praniem umysłu przez Szwową w pracy, będę prał swe włosy, by po dekadzie od pierwszego "seansu arabskiego", znów turban na głowę przywdziać.
Na minut trzydzieści of course.
Nieciekawie zapowiada się obozotydzień, bo dziś muszę do gmachu wyruszyć godzinę wcześniej.
Firer zebranie robi.
Więc będą gadki z cyklu "strachy na lachy".
Puste gadania dalece odbiegające od realiów i straszenia.
Ależ to niehumanitarne!
A myślałem, że jak w sobotę szóstkę w lotka trafię, to zrobię coś na wzór sceny z filmu "Służące".
Zainteresowani wiedzą o co chodzi :)
A że piekę ciasta nie od dziś, to myślę, że i z takim wypiekiem poradziłbym sobie nieźle :D
Mimo wszystko mam nadzieję przeżyć, nawet jeśli miałoby nastąpić trzęsienie ziemi.
Mało wstrząsów, mało dąsów, moc sztywności i wszelakiej na każdy dzień pomyślności, tego życzę Wam :)
Kocham Cię Hany:*:*:*
sobota, 21 stycznia 2012
Za-chwyt(y)
To, że mój Mąż mnie zachwyca, nie podlega żadnej dyskusji.
Każdego dnia od wielu już lat dziękuję Niebiosom za ten Anielski Dar.
Na całokształt tych zachwytów, składają się małe zachwyciki :)
To tak jak na wielki sukces- małe sukcesy.
Dumny jestem i czuję się wyróżniony, że Los dał mi tak wspaniałą drugą Połówkę.
Dziś powiedziałem Mu, że podziwiam Go za to, że każdej soboty piecze ciasto!
Dziś nawet dwa.
Mój Cukiernik Kochany :*
Z samego rana zadzwoniłem do Sary z życzeniami.
Uśmialiśmy się, kiedy podczas ich składania, Sara rzekła z udanym zdziwieniem, że nie składam Jej życzeń z okazji Dnia Babci :)
Powiedziałem, że w drugiej kolejności i takie nastąpią, bo babcieje :P
Otóż o 20-ej pisze mi już sms-owo dobranoc i jak sama dodała- o 5-ej już wstaje :)
Oczywiście wiedząc jak doskonale zorganizowany czas ma moja Siostra Szpagacistka, żartuję sobie z tego.
Po 7-ej gnałem już z Tatusiem na zakupy.
Potem kawa w Jo kubku i drożdżówka.
Sprawdzenie nocnych wyników tenisowych i śledzenie trwających pojedynków.
W międzyczasie klikałem z Hanym, który uraczył mnie takim prezentem, że "jacięniemogę"!!
I co mi, że mam trzydzieści lat?!
Prezentem są zaje-spodnie- chinosy.
To nie koniec mega prezentów na dziś.
Dostałem płytę zespołu Gotye, którą z miejsca przesłuchałem.
Całą od początku do końca.
Nie raz, nie dwa, a trzy :)
I słuchać będę wciąż, bo to super muzyka jest.
Wczesnym popołudniem jedliśmy obiad, a wszelakie kalorie spaliłem imocjami sportowymi :)
Niestety Milos przegrał bój o 1/8 finału (myślałem, że ość karpia w gardle mi stanie), a patriotycznie- Jusia znowu zachwyciła kibiców, a przede wszystkim utarła nosa swej koleżance z Norwegii :)
Koleżanka to taka z kategorii kolega :) no ale... :)
Oj gardło me ucierpiało :)
A wczorajszego wieczoru zastanawiałem się dlaczego darło mnie na kaszel.
Przecież od tygodnia kibicuję Adze.
Tej nocy gra o ćwierćfinał.
Oj będzie gorąco :)
I sen przerwać trzeba będzie.
Oby tylko się opłacało!
Ale na bok optatywy, czy czarne scenariusze wszelakie!
Mimo, że czarna noc nadchodzi, to zróbcie wszystko, by była radosna i jasna- najlepiej biała.
Biała! :P
Lubię biel, bo tak miło mi się kojarzy...
To taki... dziewiczy kolor- jak... ja :P
Buahaha!
AjlowjuBejbe :*
piątek, 20 stycznia 2012
Winodawczyni
Niecodzienna sytuacja spotkała mnie dziś w obozie.
Pochłonięty papierologią na zapleczu zostałem wezwany przez Blondi na salę operacyjną, tłumnie w popołudniowych porach okupowaną przez klientów.
Podchodzę do swojego stanowiska, a tam stoi Pani Stasia- Babcia Stasia :)
Klan ma swoją kresową ciocię Stasię, a my (Karen, Marza i ja)- swoją babcię Stasię.
Przesympatyczna starsza kobieta, która często nas odwiedza i w ramach swych odwiedzin poza jakże ciepłym zawsze słowem wsparcia, dba o nasze żołądki.
A to czekoladka, a to ciasteczko, a to batonik, jabłko, kawa 3w1 :) ...
Dziś uraczyła mnie winem :)
Wyjęła z torby rulon, opakowany w świąteczny papier.
- Chciałam to Panu dać, bo ile razy jestem u Pana, to przypomina mi się mój wnuk, także Łukasz, a Łukasze, to fajne chłopaki.
- Ojej to bardzo miłe z Pani strony, ale...
- Ja nie piję, bo serducho mi nie pozwala. Mąż też tabletki łyka, jak to w tym wieku bywa, więc szkoda by stało i się marnowało.
- Ale może jak goście przyjadą, to...
- Do nas rzadko przyjeżdżają goście, a jak przyjeżdżają, to oni sobie przywożą.
- No nie wiem co powiedzieć. Jest mi bardzo miło i bardzo Pani dziękuję. Piję okazjonalnie, a jeśli już to właśnie wino, więc że tak powiem, trafiła Pani w dychę! :)
Uśmiechnęła się miło, jak to zawsze czyni, doprowadzając do radości swe niebieskie oczy patrzące na mnie zza szkieł.
Odwzajemniłem uśmiech, raz jeszcze podziękowałem i wesoły powędrowałem do pokoju.
Smsowo pochwaliłem się Mężowi, że oto stałem się wyróżnionym posiadaczem czerwonego mołdawskiego wina.
Stoi już w barku i czeka na Twój przyjazd Hany :)
Czekam i ja.
Tęsknię i baaardzo Kocham :*
Pochłonięty papierologią na zapleczu zostałem wezwany przez Blondi na salę operacyjną, tłumnie w popołudniowych porach okupowaną przez klientów.
Podchodzę do swojego stanowiska, a tam stoi Pani Stasia- Babcia Stasia :)
Klan ma swoją kresową ciocię Stasię, a my (Karen, Marza i ja)- swoją babcię Stasię.
Przesympatyczna starsza kobieta, która często nas odwiedza i w ramach swych odwiedzin poza jakże ciepłym zawsze słowem wsparcia, dba o nasze żołądki.
A to czekoladka, a to ciasteczko, a to batonik, jabłko, kawa 3w1 :) ...
Dziś uraczyła mnie winem :)
Wyjęła z torby rulon, opakowany w świąteczny papier.
- Chciałam to Panu dać, bo ile razy jestem u Pana, to przypomina mi się mój wnuk, także Łukasz, a Łukasze, to fajne chłopaki.
- Ojej to bardzo miłe z Pani strony, ale...
- Ja nie piję, bo serducho mi nie pozwala. Mąż też tabletki łyka, jak to w tym wieku bywa, więc szkoda by stało i się marnowało.
- Ale może jak goście przyjadą, to...
- Do nas rzadko przyjeżdżają goście, a jak przyjeżdżają, to oni sobie przywożą.
- No nie wiem co powiedzieć. Jest mi bardzo miło i bardzo Pani dziękuję. Piję okazjonalnie, a jeśli już to właśnie wino, więc że tak powiem, trafiła Pani w dychę! :)
Uśmiechnęła się miło, jak to zawsze czyni, doprowadzając do radości swe niebieskie oczy patrzące na mnie zza szkieł.
Odwzajemniłem uśmiech, raz jeszcze podziękowałem i wesoły powędrowałem do pokoju.
Smsowo pochwaliłem się Mężowi, że oto stałem się wyróżnionym posiadaczem czerwonego mołdawskiego wina.
Stoi już w barku i czeka na Twój przyjazd Hany :)
Czekam i ja.
Tęsknię i baaardzo Kocham :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)






