camino

camino

wtorek, 22 czerwca 2010

Tosty a`la kramer

ładne słowa to: wuwuzele
brzydkie słowa to: wybory

 Sen przyszedł szybko. Po wieczorku spędzonym z Hanym przed kompem, wślizgnęliśmy się do łóżeczek. Było mi tak błogo, że miłe Jego westchnienia rozkoszy działały jak najlepsza kołysanka.
Noc w końcu była spokojna, bo przez ostatnie dwa dni czatowałem w łóżku martwiąc się o Tatę. W niedzielę na maksa rozbolał Go ząb. Nie pomogły 3 tabletki przeciwbólowe, wpychanie watki z Salviaseptem i octem. Rano poszedł do dentysty i przyszedł już bez bólu, ale także i bez zęba. Jak każdy facet, ból znosił tragicznie, a i ogromny stres związany z wizytą u "kata" Go nie ominął. Na odchodne zapomniał, że za usługę trzeba zapłacić :) Na szczęście zorientował się w porę. Kolejną wizytę ma na 4 sierpnia. Mnie także zapisał, bo dawno nie byłem, a pobolewa mnie coś na górze. Ciekawe czy wytrzymam ponad miesiąc :(
Póki co zaciskam bolące od czasu do czasu zęby. Gadam, śmieję się, zgrzytam i gryzę :P
Dziś na śniadanie przygotowałem sobie tost a`la kramer. To coś dobrego dla tych, którym zostaje mało świeży chleb po weekendzie :)
Poniżej podaję przepis pochodzący z Men`s Health, najpoczytniejszego męskiego pisma mojego i Miśka.
Składniki:
- czerstwy chleb,
- 250 ml mleka,
- 4 łyżki startego żółtego sera,
- 4 jajka,
- sól, pieprz, oliwa
Wykonanie:
Roztrzepać 2 jajka w misce, dolać mleka, wsypać ser, przyprawić i wymieszać wszystko ze sobą. Zanurzyć w misce kromki czerstwego chleba, tak by nasiąkły płynem i przekładać je na rozgrzaną patelnię z oliwą. Opiekać z obu stron.
Zagotować w małym garnku wodę pół na pół z octem. Do wrzątku wbić jedno jajko, a chwilę później drugie. Po 3 minutach wyciągnąć je łyżką cedzakową, opłukać przez sekundę pod bieżącą, zimną wodą i położyć na opieczonych kromkach. Można posypać szczypiorkiem.
Skoro mowa dziś o zębach i stomatologu, to dla wrażliwych zębów i dziąseł polecam mniejsze przypiekanie tostów :)

czwartek, 17 czerwca 2010

Rafał


..."Drogi L" się nie odezwał. Może sobie źle pomyślał o mojej wizji?
Wydarzyło się jednak coś miłego :)
Zachęcony sugestią Misia, zabrałem ze sobą pod prysznic Rafała :)
Rafał, to mój sztuczny penis. Nazwaliśmy go tak wspólnie z Miśkiem, na cześć Rafaela Nadala- boskiego tenisisty z Hiszpanii. Solidna budowa i latynoski kolor skóry były elementami, które ułatwiły nam wybór imienia :)
Rafał ma 25 cm, jest solidnie gruby i ma jajka :) Jego zaletą jest przyssawka...
Przycisnąłem go do kafelkowej ściany pod prysznicem. Odegrałem z nim wstęp, dotykając go ręką i językiem. Parę błysków flesza dla Misia i już stałem nad nim masując go po całej długości. Wtarłem lubrykant. Dokładnie i obficie nawilżyłem główkę oraz swoją dziurkę, a potem zacząłem nabijać się na Rafę :)
Robiłem to delikatnie i stopniowo, bo taki gigant potrafi rozwalić od wewnątrz:)
Było przyjemnie. Kwadrans zabawy z imienną sztucznością, a w wyobrażeniu on- chico latino.
Zabawy nie trwały długo, bo moja czworonożna Pani L. czekała już w przedpokoju na ostatnią przed nocą kąpiel.
Mimo, iż dzień mnie nie zmęczył, to nawet nie wiem kiedy "odpłynąłem w kierunku Morfeusza".
Wieczorna rozmowa z Miśkiem nie zapowiadała takiego finału. Pamiętam tylko jak Misiu dochodził i przyjemnie stękał. Potem film mi się urwał. Tak oto zasnąłem w najlepsze z bluetoothem w uchu i nie nastawioną  na poranne budzenie komórką. Dobrze, że po 4 otworzyłem lekko oczy i miałem na tyle chęci i sił, by nastawić budzenie na 6 :)
Kolejny miły poranek w pracy.
Już na sam początek fajne młode ciacho. Potem drugie, ale nie tak bardzo ciachowe, ale sympatycznie wyglądające i młodsze ode mnie o równy miesiąc :)
Kulminacja ciacha i to takiego mojego ulubionego, bo fetyszowego, nastąpiła około południa. Wówczas pojawili się dwaj kolesie. Sportowy styl. T-shirty, krótkie spodenki, sexi łydki, białe stopki i fajny sportowy obuw :)
Nie mogłem przegapić takiego widoku z bliska. Mimo, że widziałem owe seksowne cuda przez szyby w drzwiach prowadzących na hall (stąd było najbliżej do pięknego widoku), bardzo radował mnie ten kierunek patrzenia. Szkoda, że nie mogę otworzyć tych drzwi i rzucić się na te nogi- pomyślałem.
Przypomniał mi się sobotni równie fajny widok w Galerii. W sklepowej przymierzalni New Yorker-a chłopak mierzący spodenki prezentował smacznie łydki i stopy w białych stopkach. Oczywiście nie uszło to mojej uwadze i nie omieszkałem nie uwiecznić tego. Głośny flesz komórki i "mam go" :)
Mała fotka, a tyle radości :)

środa, 16 czerwca 2010

E jak erekcja


Środa.
Pamiętam jak w liceum zawsze mówiłem, że jak jest środa to już prawie jakby był weekend. Zawsze to tylko jeszcze dwa dni, a potem wolne.
Powoli dostrzegam uroki pracy na pierwszą zmianę, której tak bardzo nie lubię i od której stronię. Muszę przyznać, że kolejny dzień z rzędu wstaję koło 6 i czuję się naprawdę bardzo dobrze. Jest sporo argumentów "za":
1. szybko zaczynam dzień,
2. w pracy nie eksploatuję się tak szybko, w związku z czym zachowuję wigor i energię, gdy z niej wychodzę,
3. mam pół dnia dla siebie,
4. no i z Miśkiem mogę popisać troszkę.
Wczoraj co prawda popołudniowe klikanie mi odpadło, bo po pracy odwiedziłem Yaninę, z którą w poniedziałek się umówiłem.
Yanina, to moja bardzo dobra koleżanka. Znam ją od dziecka, bo wychowywaliśmy się na sąsiadujących ze sobą podwórkach. Chodziliśmy do tej samej podstawówki, potem do jednej klasy w liceum, gdzie byliśmy ze sobą zżyci jak rodzeństwo syjamskie. Studia też wybraliśmy te same i nawet byliśmy w tej samej grupie :)
Potem nasze więzi troszkę się rozeszły, ale i tak z Nią mam najlepszy kontakt, jeśli chodzi o znajomych w mieście.
Do domu wróciłem przed 18, więc Hany zbierał się powoli do domu.
Wieczór mieliśmy łóżkowy, wypełniony naszymi fantazjami. Snułem wyobrażenia o dobrze wystylizowanym rudzielcu, który był u mnie w pracy oraz o "tirowcu", którego widziałem przechodząc koło stacji paliw. Miał na sobie tylko ceglasty kombinezon (coś na wzór ogrodniczek). Całościowo wyglądał apetycznie i samczo :)
Dzisiejszy dzień także rozpoczął się "na baczność", jeśli pod uwagę brać sfery seksualne.
Jak przywykłem robić o poranku, sprawdzam portale i skrzynkę mailową. Tam zastałem wiadomość od L. Wysłał mi i Miśkowi fotki z ostatniej sesji. Dwa ostatnie zdjęcia przykuły moją uwagę i automatycznie nasunęły mi wizję jakiej mój umysł nie chciał usunąć w ciągu całego popołudnia. Nie pomogła nawet masturbacja w kibelku (tym w pracy) :)
Co do wizji, była jasna i klarowna. Jako, że L oraz ja jesteśmy soksiarzami moje "coś" usadowione głęboko w mózgu zapragnęło wysłać Mu 3 dniowe czarne stopki Pumy. To "coś" we mnie zapragnęło by L chodził w nich troszkę, a potem zalał je swoją spermą. W pracy wyobraziłem sobie jak pochylam się nad ospermioną stopką. Czuję parujące od niej ciepło i zapach nasienia. Wysuwam język i zlizuję to...
Miałem wzwód. Napisałem szybko sms do Miśka, który polecił mi wywalić kutasa pod biurkiem i zrobić fotkę. Na tyle się nie zdobyłem, ale poszedłem do toalety. Dużo mi nie trzeba było. Po chwili mój pen był już nabrzmiały na maxa. Fotki robiłem, a jakże... :) Poszły pierwsze soki. Je też sfotografowałem, a potem wytrysk prosto do ręki. Dałem upust swemu ciału, ale nie poskutkowało w 100%, więc musisz to zrobić Drogi L :) :) :)
Misiek też miał erotyczny dzień. Wyładowuje się teraz ćwicząc swoje boskie ciało. Ja próbuję przez ten post :) Da się wyczuć chyba, że jestem dziś wyjątkowo bezpośredni :)
Do nocy jeszcze trochę czasu. Może się coś miłego wydarzy? Czekam więc :)

sobota, 12 czerwca 2010

Niebieskie szorty


Usnąłem dość szybko zmęczony całodniowym skwarem. Noc też nie przyniosła oczekiwanego ukojenia i przyjemnego powiewu rześkości.
Przebudziłem się po 3:00.
Dobrze, że nie jest punk trzecia- pomyślałem i przywołałem sobie wspomnienia z Egzorcyzmów Emilly Rose. Szybko jednak wyrzuciłem z umysłu demoniczne wizje i pognałem do kuchni.
W całym domu egipskie ciemności. Usłyszałem tupot małych stóp, a konkretnie łapek, które najwidoczniej zbliżały się w moim kierunku.
To moja Pani L.- suczka skundlowanego sznaucera miniaturowego. Śpi na tyle czujnie, że gdy tylko usłyszy jakieś niewielkie poruszenie w domu, zaraz idzie węszyć.
Uspokojona tym, że to jej pan a nie jakiś włamywacz- gwałciciel :) zaczęła z radości kręcić ogonkiem i lizać mi stopy.
Boże jaką mam suchość w gardle. Czym prędzej wsadziłem sobie do szklanki wapno musujące i udałem się do pokoju by zalać je mineralną, która stoi zawsze obok łóżka. Minerały i mikroelementy (bo tak tłumaczyłem swemu umysłowi podczas kolejnych łyków) szybko wchłaniały się w krwiobieg i poczułem przypływ miłej energii. Teraz już przeszkadzała mi tylko niemiłosierna duchota, której efektem było moje mokre ciało. Spowijała je cienka smuga wilgoci, którą wchłaniały tylko luźne bokserki, w których spałem. Uchyliłem sobie okno, ubrałem koszulkę by mnie nie zawiało i położyłem się nie nakrywając ani grama swego ciała. Ułożywszy się na boku, zasnąłem...
Wstałem koło w pół do ósmej. Po szybkiej wizycie w łazience byłem już gotowy do sobotnich zakupów na targowisku.
Sobota to dzień, w którym zawsze robię coś dobrego kulinarnie. Kocham gotować i piec, a zwłaszcza jak ma to potem kto jeść i ewentualnie słać pochwały :P
O 8:00 mijałem już targowe stragany i szukałem wzrokiem, który handlarz ma ładniejsze pomidory :) Poza pięknymi malinówkami kupiłem ogórki, szczypiorek, koperek i młodą kapustę oraz pierwszy raz w tym roku truskawki za 7zł kilogram.
Ładnych łydek i odkrytych stóp- brak :(
W drodze powrotnej kupiliśmy też z Tatą jajka i chleb.
Do domu przyszedłem znowu lekko nawilżony na ciele, a może nawet bardziej niż lekko :) Miałem już jednak sposób na miłe ochłodzenie.
Gdy dochodziłem do swego bloku dostałem sms od Miśka:
"Mam ogromną prośbę:) chodź dziś po domu w tych krótkich spodenkach ode mnie. Tych niebieskich:) i zrób sobie kilka zdjęć. Proszę!"
Po wypakowaniu zakupów poszedłem do pokoju i niewiele się zastanawiając zdjąłem majtki i założyłem niebieskie szorty:) Chwile potem wziąłem aparat do ręki i zabrałem się za zrobienie małej sesji specjalnie dla mojego Skarba.
Kiedy skończyłem moja twarz i ciało skąpane były potem. Nie myślałem, że nonstopiczne podlatywanie do aparatu w celu sprawdzenia efektu fotograficznego oraz zmiany pozycji podczas sesji wywołają aż tyle potu :)
Gdyby tak mnie teraz Misiu widział, to zacząłby mnie całować tak namiętnie i samczo jednocześnie oraz kąpałby swoje ciało w kroplach mojego. Efekt byłby taki, że poza jajkami jakie od czasu do czasu wychodziły mi z krótkich nogawek w szortach, wychodziłoby coś jeszcze :P a potem, to już.....
Odpaliłem laptop, zrzuciłem fotki. Potem lekko je obrobiłem i wysłałem 2 maile na skrzynkę Misia.
Zachwycił się! Lubię, gdy jest zachwycony i radosny, to dla mnie podwójna radość.
Dodałem też jedno zdjęcie z twarzą na jeden z portali (mój ulubiony) :)
A propos portalu (tego ulubionego), zastałem 2 miłe komentarze "że przystojny jestem". Sam nie wierzę w to co przeczytałem, ale cholernie to miłe. Próżny jestem, wiem:) ale lubię to.

piątek, 11 czerwca 2010

Tak lubię


Piątek rozpocząłem dość wcześnie, bo za pomocą budzika, który zadzwonił o 6:00.
Jak ja nie lubię pierwszej zmiany- taka myśl zawsze jest w mojej głowie, kiedy zmuszony opuszczeniem łóżka gonie do kuchni, by wyłączyć alarm budzika. Budzikowy alarm, to taka ostateczność, bo zawsze pięć minut wcześniej ustawiam budzenie w komórce. Nie zawsze skutkuje :)
Po porannej toalecie i płukaniu twarzy zimną wodą, jest już dużo lepiej. Potem odświeżający tonik i lekki krem aloesowy i jest nieźle.
Teraz czas na sms do Misia, bo już lepiej widzę na oczy :) Następne w kolejce są smsy do Kitty i Sary i "bączki" do moich stałych Sygnałkowiczów :)
Kiedy organizm jest już lepiej pobudzony, czas na pierwsze śniadanie. Powinno być lekkie i dostarczyć potrzebnych składników by umysł dość dobrze funkcjonował w pracy :)
Kilka łyków niegazowanej wody mineralnej na czczo i szykuję orzechowe crunchy z jogurtem naturalnym.
Do pracy robię sobie bułkę sezamową z pastą tuńczykową, żółtym serkiem i liściem sałaty lodowej, a do gorzkiej kawy biszkopty na osłodę.
Nie myślcie sobie, że w pracy zawsze czas mi pozwala na takie chwile lunchu, ale jak tylko jest taka możliwość to korzystam.
Według prawa pracy należy nam się 30 minut przerwy, ale z tym to bywa różnie.
Wracając do śniadania.... Lubię je jeść odwiedzając pocztę mailową i przeglądając wszelakie portale na których jestem zarejestrowany, "a bo może ktoś coś napisał lub skomentował" :) Troszkę to chore, ale dziś odkryłem, że to mój nałóg. Nałóg, który lubię :)
Kiedy mija 7:00 czas nastawić pewne urządzonko (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi :) ) i przywdziać bieliznę oraz odzienie wierzchnie :)
Jako, że dziś poranek zwiastuje "żar tropików" odzienia nie będzie dużo. Kolejny etap- krótka chwila stylizacji :) zakładam buty, biorę torbę na ramię i ruszam, tzn. "lecę do pracy"- tak często piszę Miśkowi jak zamykam drzwi od mieszkania.
Droga do pracy to kwadrans. Witam budzące się powoli i ospale miasto. Modlę się i myślę. Mijam drogi, skrzyżowania, most, a na nim najczęściej młodzież nieśpieszącą się do szkoły. Jeszcze trochę i to ostatnie nie będzie elementem drogi do pracy. Wzrokiem szukam odkrytych męskich łydek w ładnych sportowych butach lub zadbanych stóp w sandałach, czy japonkach, ale rano- marn`e szans`e :( Mijam rynkowy deptak, ratusz, gdzie patrzę ile jeszcze mam czasu i czy podgonić tempo, czy nie :) Mijam moją ulubioną kwiaciarnię Pulchnej i... widzę ładnie owłosione łydki. Widzę też białe buty sportowe. Przyspieszam kroku by zobaczyć jakie skarpetki są osadzone w tych butach, bo są na tyle wysokie, że nie dostrzegam z daleka. Poza tym z daleka kiepsko  widzę :) albo i nawet :(
Dochodzę, dochodzę, dochodzę... :) i co widzę? Biały soksik nie będący raczej stopką, ale całość wygląda dość smacznie. Mijając bank, wystawiam mu w myślach dobry (4.0) i skręcam do niby mojego drugiego domu, choć wolę ten swój, gdzie czeka na mnie zawsze Tato i piesek :)
W pracy jak to określiła wczoraj Marza- "czarno, gwarno i parno" :) dokładnie tak samo było i dziś. W końcu jest po dziesiątym i ludzie mają kasę.
Po męczącym dniu w moim obozowisku wychodzę- dziś wyjątkowo wcześniej. Zapisałem się na wizytę do fryzjera, więc idę na chwilę relaksu, bo lubię jak ktoś mi grzebie we włosach :) Finał wizyty jest taki, że ubywa mi 25 zł (bo z myciem i masażem skóry głowy), ale wychodzę zadowolony :) W drodze do domu myślę o obiedzie. Tato mi dzwonił, że kupił młode ziemniaczki. Dobra będzie ryba i kupię też ogórki, bo mam ochotę w tym upale na mizerię. Uwielbiam mizerię. Lubię jak mi się po niej odbija :) Tak lubię to :)
Do domu dochodzę ugotowany i obładowany. Rozbieram się jak zawsze do majtek (taki strój po domu kocham najbardziej), zakładam mój kuchenny fartuszek, który podarował mi Misiu i zabieram się z Tatą za szykowanie jednodaniowego dziś obiadu.
Tatuś odebrał dziś od Pulchnej zamówioną w środę kompozycję do wazonu na nowiutki i już gotowy pomnik Mamuni. Kupił mi też dziś w aptece wapno musujące i sztyft na ukąszenia pokomarowe, bo dziady, a raczej dziadówy mnie pokąsały. Gule, że hej, a swędzi i piecze niemiłosiernie...
Wracając do obiadku. Ziemniaki dochodzą, ryba ze szpinakiem już na patelni, ogóreczki w misce. Kroimy cebulkę, szczypiorek, siekamy koperek. Kilka chwil i lekki fajny obiadek gotowy.
W telewizji właśnie zaczyna się inauguracyjny mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Gra Meksyk i gospodarze imprezy, czyli RPA. Nie interesuje mnie to za bardzo więc, po skończonym obiedzie idę popisać z Misiem na gadu i zobaczyć co i jak na portalach, bo przecież lubię to :)

"Może zwykły dzien to nie koniec świata
Bo najważniejsze,że jesteśmy razem,mamy nasze sny
Przecież zwykły dzień dobrze się układa
I w jego całym tym chaosie jestem Ja i Ty"


Kocham Cię Misiu :*

czwartek, 3 czerwca 2010

Raz, dwa, trzy- sypię; raz, dwa, trzy- sypię...


Dzisiaj Święto Najświętszego Ciała i Krwi Jezusa- Boże Ciało.
Z obserwacji jakie poczyniłem przed poranną mszą świętą, wynika, że jakieś 90% ludzi nie potrafi poprawnie zrobić znaku krzyża wchodząc do Kościoła.
Czasami patrząc na wchodzących parafian, ogarniał mnie śmiech. Znak krzyża kreślą na różne style, ale dominuje styl "klepanie po brzuchu" :-)
Śmiesznie to wygląda, zwłaszcza jak przychodzi brzuchaty parafianin. Wtedy jest oklepywanie mostka, bo po łonie to nie wypada, a i dosięgnąć ciężko :):):)
...A więc Drodzy Parafianie, sypnę Wam kazanie.......
"Duży znak krzyża w Kościele katolickim i w Kościołach ewangelicko-luterańskich wygląda następująco: prawą ręka, z wyprostowanymi palcami (symbolika 5 ran Chrystusa) kreśli się linię od czoła (wypowiadając w tym czasie słowa "w imię") do serca ("Ojca"), później od lewego ("i Syna") i do prawego ramienia
("i Ducha Świętego").
Mały znak krzyża polega na nakreśleniu na ciele (zwykle kciukiem prawej ręki) trzech krzyżyków: na głowie, ustach i sercu. Wyraża on gotowość do rozumienia, głoszenia i realizowania w życiu Słowa Bożego".*
------------------------------------------
*http://pl.wikipedia.org/wiki/Znak_krzy%C5%BCa

wtorek, 1 czerwca 2010

Póki


Póki radość jest w nas
Słońca dłoń gładzi twarz
Warto żyć, warto śnic, warto być
Póki wciąż śpiewa ptak
Rzeka ma źródła smak
Warto śmiać, cieszyć się
Warto kochać

Gdzieś w każdym z nas
Jest dziecka ślad
Małe szczęścia
I ich smak.


Witam ciepło i serdecznie w nowym miesiącu i mimo, iż pogoda nas nie rozpieszcza to dziś cieszmy się i radujmy bo czerwiec ma dla nas wszystkich piękne Święto :-)
Z okazji Dnia Dziecka wszystkim małym i większym oraz młodszym i starszym dzieciom życzę samych radości i serdeczności w tym dniu i nie tylko. 
Każdy z nas jest dzieckiem, o ile owo dziecko potrafi w sobie odkryć. 
Dla mnie definicję bycia dzieckiem fajnie opisują słowa piosenki, którymi rozpocząłem pisanie posta.
Jeśli cieszą nas MAŁE SZCZĘŚCIA i PÓKI umiemy się z nich cieszyć, jesteśmy dziećmi :-)
Najukochańsze Moje Dziecko, Kocham Cię Najbardziej we Wszechświecie i to wcale nie jest mało :-*
W prezencie na Dzień Dziecka od Mojego Misiaczka dostałem dwie pary stopek Puma. Sprawił mi tym ogromną frajdę, bo wie jak bardzo je lubię i jak bardzo mnie kręcą :-) 
Wie, że są dla mnie małym szczęściem, a wielką radością. 
Dziękuję Ci Kochanie :*:*:*