camino

camino

poniedziałek, 12 lipca 2010

Zapożyczony fetysz. Odsłona piąta.

Kolejnym chłopakiem, który nie miał nic przeciwko pokazaniu swych nóg i stóp w ramach mojego bloga jest naturysta82.
Nie czekałem długo na odpowiedź mojej propozycji. Była ona szybka, konkretna i mile zaskakująca:
"Miło mi, że chcesz umieścić moje fotki na blogu. Postaram się szybko coś fajnego dla Ciebie przygotować :)
Pozdrawiam:)".
...I przygotował :) Efekt poniżej.
ODSŁONA NR 5 - naturysta82


Dziękuję za zgodę na publikacje zdjęć

piątek, 9 lipca 2010

Wielki Piątek

 Prolog.

„ Dlaczego musimy słuchać głosu serca? Bo tam, gdzie będzie twoje serce, będzie i twój skarb”. 
Alchemik P. Coelho


   Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo wyjątkowy i nostalgiczny. W chwilach wolnych staram się odnaleźć ciszę i znalazłszy, zatrzymać w niej choć na chwilę.
Tak bardzo bym chciał w tej ciszy zobaczyć Cię znowu Mamusiu. Podbiec z wyciągniętymi ramionami i mocno uściskać. Chciałbym poczuć Twoje serce, ciepło i zapach. Chciałbym byś mnie zawołała...
W ciszy jednak słyszę serce i to co ono mi mówi. Powiedzieć Ci co słyszę?
- Jej serce jest w Tobie- mówi ono. Masz także Jej ciepło. Twój zapach jest tak samo miły i przyjemny jak Jej, a Twój głos... To Ona przemawia przez Ciebie.
Usłyszawszy, co rzekło mi serce, uśmiechnąłem się, bo odkryłem, że jest we mnie Moja Ukochana Zosieńka. Tak, Ona jest teraz częścią mnie. Tak wiele Jej przecież zawdzięczam. Kocham Cię Najdroższa :*
Bardzo chciałem dziś umieścić jakiś wiersz księdza Twardowskiego. Postanowiłem, że będzie to pierwszy jaki mi się otworzy. Padło na taki:

"Aby się stało"
Gwiazdy by ciemniej było
smutek by stale dreptał
oczy po prostu by kochać
choć z zamkniętymi oczami
wiara by czasem nie wierzyć
rozpacz by więcej wiedzieć
i jeszcze ból by nie myśleć
tylko z innymi przetrwać
koniec by nigdy nie kończyć
czas by utracić bliskich
łzy by chodziły parami
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami

Epilog
Dziękuję moim sąsiadkom (Trudi, Ani, Kazi, Heli i tej z pierwszej klatki, której imienia nie znam, a ktorą spotkaliśmy z Mężem w ubiegłym roku spacerując przez Krupówki :)  ), że razem ze mną uczciłyście pamięć Mojej Mamusi dziś o 18-ej.
Wieczny odpoczynek racz mojej Mamuni dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci.



środa, 7 lipca 2010

Wyjazd Taty i walka ze wspomnieniami.

     
   Wraz z nastaniem dzisiejszego poranka, ja i Pani L, zostaliśmy sami. Nie wiem na jak długo, bo wszystko jest uzależnione od tego, jak długo przetrzymają Tatusia na obserwacji po podaniu interferonu.
Dzwonił do mnie po ósmej, żeby poinformować mnie, że pobrali już krew do badania i gdy tylko będą wyniki, pójdzie na oddział.
Tak oto nastał dzień imienin bieżącego miesiąca, który wyjątkowo źle i smutno mi się kojarzy. Do tego dochodzi jeszcze wyjazd Taty.
   Pamiętam jak dokładnie trzy lata temu, z obojętności na wszystko, co otacza mnie dookoła zostałem niczym automat wyciągnięty przez Trudę (sąsiadka i przyjaciółka domu)  na zakup kostiumu do trumny Mamusi :(
Agonalny wówczas dzień siódmego lipca, zapisał mi się w pamięci bardzo dokładnie, mimo "deszczu" przed moimi oczami (a może to było wewnątrz nich?). Pamiętam też część sms-a jakiego dostałem wtedy od Męża "...Misiu w dzisiejszej dacie są trzy siódemki, więc wiem, że to przyniesie szczęście Mamusi i nam wszystkim. Wszystko będzie dobrze".
Nie chcę jednak poddawać się takim myślom jakie kotłują się w mojej głowie, więc staram się myśleć o czymś innym, przyjemniejszym.
Sączę właśnie mrożone espresso i piszę wiadomości do Miśka Mojego Kochanego, który ma teraz zapiernicz w pracy.
Wczoraj kurier przyniósł mi buty, które zamówiłem pod koniec ubiegłego tygodnia. Podobają mi się moje nowe białe nike z zielonym językiem i symbolem firmy po boku oraz z żółtymi spodami. W sam raz na lato :)
A oto jak leżą na mych czarnych nogach :)

Wracając do przyjemniejszych spraw, przybywa nam z Mężem obserwatorów na blogu, co dla nas jako autorów jest bardzo przyjemne :)
Nie często zdarza mi się zaglądać na facebook-a. Dziś to zrobiłem i dodałem sobie 2 osoby do znajomych :)
Za godzinkę pójdę ćwiczyć, więc kolejna rzecz, jaką zrobię dla siebie i swojego lepszego samopoczucia. Słońce też dziś świeci mocniej, jakby i niebo chciało mi uchylić swojego optymizmu.
Serce też bije ciepłem i Miłością bo ma dla Kogo. Kocham Cię Skarbie i dziękuję za to, że jesteś ze mną zawsze, wtedy kiedy jest mi wesoło i wtedy kiedy płączę :*
Ps. Dla poprawy nastroju, moje ulubione radio, gra teraz "Alejandro" :) poprawia mi to nastrój, oj poprawia :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Zapożyczony fetysz. Odsłona czwarta.

W dzisiejszej odsłonie mojego cyklu fetyszowego przedstawiam oficjalnego obserwatora mojego bloga.
Artek HH, to otwarty koleś, który bez najmniejszego sprzeciwu zgodził się na opublikowanie przeze mnie dość bogatej i różnorodnej galerii, odsłaniającej nie tylko stopy i nogi.
Mam nadzieję, że spodoba się ona także i Wam.
ODSŁONA NR 4 - Artek HH







 
Wielkie dzięki za zdjęcia oraz zgodę na ich prezentację

Wesoła nowina o poranku.



 
   Z pewną nutką złego nastawienia i pesymizmu wkroczyłem w nowy roboczy tydzień.
Sam poniedziałek nie był tak łaskawy pogodowo jak choćby poprzedni. Weekend minął mi szybko. Na tyle szybko, że nie zdążyłem solidnie odpocząć.
Z wielkim utęsknieniem wypatruje już urlopu i czternastodniowych wakacji, a im bliżej tego okresu tym człowiek coraz bardziej zniechęca się do obowiązków.
Przed pracą odwiedziłem market stojący w sąsiedzkim szeregu z moim "drugim domem". Przed wejściem zatrzymałem się chwilę, bo w moim kierunku szła Karen (koleżanka z pracy, ochrzczona takim pseudonimem przez mojego Męża, powód- śmiech i piskliwy głosik serialowej bohaterki "Will i Grace").
Razem udaliśmy się na zakupy do konsumpcji w porze lunchu :)
Towary jakie wylądowały na taśmie były bliźniaczo podobne. Jogurt pitny probiotyczny Pro X "Breakfast drink" o smaku owoców leśnych, do niego ziarnista bułka. Następnie mrożona kawa macchiato w kubeczku z przykrywką i czekoladowy wafelek o smaku deserowym, a u Karen- orzechowym. Zbieżność dobieranych towarów zupełnie przypadkowa. Nawet sami się z tego uśmialiśmy.
Dzień pracy zaczął się ciężko. W każdy poniedziałek jest dużo ludzi, ale dziś było ich wyjątkowo dużo. Pewnie więcej niż na wczorajszym głosowaniu we wszystkich komisjach obwodach w mieście razem wziętych.
Nie jestem zwolennikiem polityki, ale muszę skomentować swoje zadowolenie, że naszym prezydentem jest ten, kto jest. Gratuluję większości Polakom takiego wyboru.
   Ciężki poranek w pracy przerwał mi sms od Skarba. Po jego przeczytaniu, jeszcze bardziej zapragnąłem by czas mijał jeszcze szybciej.
Misiek napisał mi, że jeśli tylko Mateo (Bratanek) dostanie urlop, to jedzie z nami w góry:) :) :)
Cieszy mnie, że się zdecydował i cieszy mnie także to, że będę mógł Go poznać jeszcze bardziej :)
To bardzo sympatyczny chłopak i wiem, że swoją obecnością przyniesie nam wiele radości, a także mam nadzieję, że takie wspólne wakacje dla Niego będą okresem wyciszenia, odprężenia a także co najważniejsze- beztroskiej i radosnej atmosfery.
Na marginesie dodam, że Mateo to kruczoczarne mega ciacho (do wiadomości zwolenników mojego fetyszu- super stopy rozmiar 45 i często zakładane białe soksy :) )
Po tej wiadomości nie straszne mi już były godziny ciężkiej "orki w papierach". Nie przeszkadzały mi nawet błędy Karen, podczas weryfikacji jej dokumentów.
Tak niewiele trzeba, by ciężki dzień stał się radośnie błogi, by zniechęcenie dostało skrzydeł i uniosło duszę człowieka hen w przestworza... coraz bliżej gór i cudownego urlopu :)

sobota, 3 lipca 2010

Gdyby tak być choć mulatem...


Klikając dziś z Miśkiem na gadu, dostałem od Niego link na pewien artykuł o dość dziwnych (jak dla nas) tradycjach młodych masajek. Poniżej urywek:
"...Chodzą do szkoły, ale tylko przez kilka lat. Wciąż poddaje się je rytuałowi obrzezania. Rodzą po kilkoro, czasem kilkanaścioro dzieci. Masajskie kobiety wciąż muszą podporządkowywać się brutalnym tradycjom swojego społeczeństwa."*
Będąc Europejczykiem nie zazdroszczę im w tej kwestii przynależności geograficznej do innego regionu. Jest natomiast inna kwestia jakiej zazdroszczę im bardzo.
Przeglądając ten artykuł znowu przyszło mi do głowy odwieczne marzenie bycia murzynem, albo choć mulatem.
Cały rok miałbym czarną lub czekoladową skórę. Poza czarnymi włosami jakie już mam, miałbym też dużo większe i bardziej okrągłe oczy, pełniejsze wargi i perfekcyjnie proste oraz mlecznobiałe uzębienie (mogłoby być nawet takie z niewielką szparką między górnymi jedynkami).
W kwestiach seksualnych natomiast, miałbym czarną pałę z różową główką (rozmiar murzyński raczej mam :P ). Byłbym też posiadaczem kręconych łonowców, które przycinałbym dość krótko, by było widać tylko takie zakręcone świderki przy samej skórze :) Miałbym też różową dziurę z tymi samymi świderkami między złączeniami pośladków. Dla Miśka byłby jeszcze większy odlot (bo kto by nie chciał lizać czarnej dziurki). Kontrastem do czarnego całokształtu byłaby biała bielizna oraz gęsta i aromatyczna sperma. Czułbym się cholernie sexi, a i ciemną nocą mógłbym chodzić kompletnie nago i pozostać niezauważony. Taki praktyczny ekshibicjonizm, (dotychczas tylko mini sesja nago przed otwartym balkonem :P ) który na pewno mile by mnie kręcił :)
Myśląc optymistycznie, muszę głęboko wierzyć, że może w drugim wcieleniu nie będę potrzebował już opalenizny i będę wyglądał podobnie jak największe mulate ciacho mojego ulubionego sportu :)


----------------------------------------------------
* http://wiadomosci.onet.pl/1617643,2678,1,krwawa_tradycja,kioskart.html

piątek, 2 lipca 2010

Lipcowe nadzieje "na lepsze"


Rozpoczął się lipiec, a wraz z nim nowe półrocze.
Ogólnie nie lubię lipca, bo kojarzy mi się tylko z jednym...
Trzy lata temu przeżywałem coś o czym tylko jeden Bóg wie, jakie to było trudne.
9 lipca 2007 roku zmarła moja Mamusia- Najdroższa Kobieta mojego życia. Cały okres poprzedzający tą tragiczną datę przeżyłem bardzo ciężko i tak kroczy za mną cieniem każda rocznica. Zbliża się następna.
Za tydzień będę stał nad grobem i powiem w myślach "jak Ci tam jest Kochana już trzeci rok?" :(
Będę stał sam, bo Tatuś dwa dni wcześniej idzie do szpitala. Ma wyznaczony termin leczenia (rok temu wykryto u Niego WZW typu C).
Jednak mimo fizycznej samotności, sercem będą ze mną Ci, którzy mnie Kochają- Mój Skarb i Jego (a także i moja) Rodzina. Dziękuję Wam Kochani, że jesteście ze mną zawsze sercem i myślami :*:*:*
Lipiec także spłatał figla w Przyjaźni. Jeszcze nie dotarło to do mnie i ciągle myślę, że to sen, ale fakt stał się ciałem :( i nie odstanie się. Roczna więź z naszym Najlepszym Kumplem zakończyła się burzą. Mnie nie dosięgnęło pole jego ("pioruna") rażenia, ale Mojego Skarba tak, a co Jemu to i mnie, bo przecież jesteśmy Jednością! Cholernie mi smutno i cholernie mi żal :(:(:(
To tyle lipcowego smutkania się z mojej strony. Liczę mimo wszystko, że zdarzy się coś co będzie przypominało mi, że siódmy miesiąc w roku nie jest taki straszny :)
Pochwalę się, że dziś rano będąc na targu, usłyszałem wołanie małego chłopca (raczej szkoła podstawowa) w moją stronę- "fajny fryz" :) Miłe to było :)